Jeszcze parę miesięcy temu śmiałem się, że zanim ktoś będzie chciał powiesić jakiekolwiek moje zdjęcie, zdążę już posiwieć i zachorować na Alzheimera.
Że najprawdopodobniej zawiśnie w jakiejś taniej piwiarni tuż nad pisuarem obok reklamy prezerwatyw.
Udało mi się wywiesić jednak prędzej, w fajniejszym miejscu.
Choć zdjęcie pochodzi sprzed 2 lat, dotychczas uważałem je za nieudane.
A jednak się spodobało. Myślałem że muszę poczekać dobre 10 lat zanim ktoś weźmie mnie na poważnie. To sukces i punkt zwrotny, choć nie on jest najważniejszy.
Jest motywacja do dalszej pracy.