poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czas vs fotografia

Skanografia fragmentu "czegoś", format 35mm.

Fotografię często nazywamy „uwiecznianiem”. Gdy wciskamy spust migawki, często jesteśmy święcie przekonani o tym, że oto właśnie „zatrzymaliśmy czas w kadrze”.

Pod wpływem pewnego znaleziska, zacząłem poważnie się nad tym zastanawiać. Roznosząc dziś po Luboniu ulotki, znalazłem na górce piasku kawałek...czegoś. Ów coś prawdopodobnie zalegało pod ziemią przez kilka ładnych lat, a możliwość ponownego ujrzenia światła dziennego zawdzięcza dzięki pobliskim wykopom. Bez chwili zastanowienia, zabrałem „to” ze sobą.

Po długim płukaniu okazało się, że „jest” to  fragment bajki do dziecięcego rzutnika „Ania”. Jej bohaterem jest jakiś słoń, który wybrał się w podróż. Postanowiłem uwierzyć napisom na słowo, bo słonia dawno już na nim nie ma... Ewentualnie jest  to awangardowy słoń na kwasie i należy go sobie wyobrazić.

Słoń zniknął. Umieszczenie go na powyższym pozytywie nie zagwarantowało mu nieśmiertelności. Został zniszczony przez ząb czasu i niekorzystne warunki bio-fizyczno-chemiczne. To samo czeka nawet najstaranniej utrwalone baryty, a w trwałość nośników zawierających zerojedynkowe reprodukcje obrazów jakoś nie wierzę.

Nie ważne czy minie kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilka tysięcy lat. Każda fotografia kiedyś zniknie, nawet ta trwalsza niż ze spiżu. To kwestia czasu: siły której nikt nie jest w stanie pokonać. Dlatego nie wierzę fotografom, którzy mowią o „uwiecznianiu”, czyl de facto czynieniu rzeczy w pewnym sensie nieśmiertelnymi. To podstępny skrót myślowy i uproszczenie zawierające w sobie dużą dawkę utopizmu czy  zwykłej naiwności.

  Nie wierzę również w to, że fotografia ma moc uśmiercania, co zdaniem kolegi Piotra Nowaka ma czasem miejsce przy zdjęciach portretowych. Rzecz jasna, „śmierć” rozumiana jest tu jako pewna przenośnia, bo jak inaczej nazwać  można nieruchomą, w gruncie rzeczy martwą podobiznę ludzką zamieszczoną na określonym nośniku? Czy portrecista jest panem życia i śmierci, gdy decyduje o (przynajmniej chwilowym) „uśmierceniu” swojego modela? A może daje portretowanemu szanse na drugie, niekiedy dłuższe życie? Czy ta mniej lub bardziej doskonała kalka ludzkiej sylwetki nie jest w pewnym sensie kopią zapasową człowieka? Mój pogląd w tej sprawie podsumowują portrety naszych przodków. Pamięć jest rzeczą wielce zawodną, a wyciągnięte z rodzinnego albumu zdjęcie potrafi całkiem skutecznie nam o kimś przypomnieć. Gdy trzymamy w dłoniach czyjąś podobiznę, ożywiamy go w naszej pamięci chociaż na chwilę. Fotografowanie nie boli, jest (w tym przypadku) nieszkodliwe.

Oczywiście, jest to zależne od kontekstu kulturowego. Portret swojego czasu wywoływał paniczny lęk m.in. u Indian, którzy wierzyli w to, że fotograf za pośrednictwem aparatu kradnie ich dusze. Choć osobiście nie należę do ludzi, którym jest po drodze z metafizyką , to szanuję ich pogląd i zgadzam się z tym, że człowiek bez duszy to człowiek martwy. W rozumieniu Indian, potret oznacza duchową śmierć w sensie dosłownym. Ciężko zatem znaleźć tu jakiś kompromis, choć pewne pytania czasami lepiej pozostawić bez odpowiedzi. Wątpliwości bywają twórcze, gdyż zmuszają do myślenia.

Fotografia może co najwyżej być przedłużeniem pamięci, istnienia. Nigdy nie będzie idealną formą życia wiecznego niezależnie od tego czy będzie to krajobraz autorstwa Ansela Adamsa, rodzinny portret nieżyjącego dziadka czy...historia rozdzióbanego przez kruki, wrony Słonia Babara.

sobota, 16 listopada 2013

HCP Wągrowiec #2


 Skanografia diapozytywu Orwo UN54
(cross, proces Fotopan R50).

Coraz mniej mojego miasta w moim mieście, coraz mniej miejsc do poznawania.Wszystko zaczyna być takie same.  Świat w kolorowym opakowaniu jest przyjemny do oglądania, lecz pod ładną,  atrakcyjną folijką kryje się monotonia,  unifikacja, identyczność i sztuczność.

Zanik lokalności nabiera tempa. Podobny proceder zauważyłem ostatnio we Wrześni. Ronda i markety, a po słynnym Tonsilu, który od lat wyróżniał Wrześnię na mapie Polski zostały  3 betonowe słupy. Możliwe, że przez miniony tydzień już je zburzyli.

To nic, że budynki HCP były (są?) wręcz idealne na uruchomienie w tym miejscu jakiegoś zakładu pracy dla wykwalifikowanych robotników. Pracownicy fizyczni (np. po miejscowej meblówce) mają tu duży  (o ile nie największy) problem ze znalezieniem pracy, a w nowym (i niepotrzebnym) sklepie z pewnością jej nie dostaną. Najprościej odsprzedać grunty byle komu i wszystko wyburzyć. Przy okazji można zrobić z miasta architektoniczką, pstrą sieczkę.

Może i "Ceglorz" (oraz przyległy bazar) do miejsc urodziwych  nie należy,  ale był jakimś urozmaiceniem krajobrazu, atmosfery, ogólnego charakteru miasteczka.

Dajcie ludziom markety z tanią wódką i kiełbasą, a ucichną.

Czuję, że tracę swój Wągrowiec. Nie wiem, czy potrafię jeszcze go fotografować, choć ostatni zakup Rolleicorda motywuje mnie do szybkiego  wypróbowania tego aparatu.

Błąd, jakiego dopuściłem się przy wywołaniu okazał się wbrew pozorom całkiem odpowiednią formą dla ujęć niszczonych właśnie zakładów.
Cegielski blaknie, niebawem go nie będzie.

Skauci - Supermarket Ska
Skauci - Supermarket ska

niedziela, 10 listopada 2013

Września

Skan odbitki 20x20. Ilford Xpress, 30-letni W-14 Fenal.

Września, Tonsil.  Kadr z wczoraj.

Po legendarnym Tonsilu (nigdy nie przypuszczałbym, że te zakłady były tak ogromne) nie ma już ani śladu, ale nie po to tam przyjechałem.

Dzięki uprzejmości pracownika WOKu obejrzałem naprawdę fajną wystawę. Po drodze zrobiłem zdjęcie.

Zielone Wzgórza



Skany odbitek 20x20. Ilford Xpress, 30-letni W-14 Fenal.

Stwierdzam, że zdolność maniuplacji obrazem na polietylenie jest bliska zeru, ale powyższe kadry doczekają się kiedyś barytu.

Przy mniejszej gradacji i większej dawce benzotriazolu wyjdzie tak jak chcę. W chwili obecnej nie mam papieru, to były ostatnie arkusze.

Po obronie pracy magisterskiej zacząłem nadrabiać zaległości. Dużo podróżuję z aparatem.

Zielone Wzgórza. Ach przyrodo!

sobota, 19 października 2013

"Taka tam fota"

(Skan diapozytywu Orwochrom UT20, termin przydatności 1988, bez korekcji barwnej. Proces 9165.)


Dostałem wczoraj dość ciekawy tekst (A.Wodnicki „Fotograf) do poczytania. W telegraficznym skrócie, opowiada o Fotografie, który przez cały czas pozostawał w cieniu. Właściwie, nikt go nigdy nie zauważył, nie docenił. Nie obracał się więc w elitarno-wernisażowych gronach w których poruszano bardzo ważne tematy.

Gość robił po prostu swoje. W pełni oddawał się fotografowaniu Rodanu, gdyż widział w tej rzece coś szczególnego, coś czego nikt inny nie dostrzegał. Fotografując Rodan, wyrażał siebie pokazując poprzez liczne fotografie swoją pasję i fascynację rzeką. Dla reszty był jedynie niegroźnym wariatem. Jego ujęcia traktowano jako ekscentryczną fanaberię nie mającą zbyt wiele wspólnego ze sztuką, ponieważ nie opowiadały o sprawach bardzo medialnych, kontrowersyjnych, umoralniających i egzotycznych. W jego kadrach nie było sensacji, którą wszyscy chcieliby zobaczyć.

Dla autora tekstu był jednak Fotografem. O byciu fotografem nie decyduje sprzęt, sława, pieniądze czy ukończona szkoła. Co więc decyduje?

Wywołując dziś 35-letniego Ilforda w koreksie z napisem „tank dla fotoamatorów, fotografów i fotografików” zastanawiałem się, kim wlaściwie jestem. Fotoamatorem, fotografikiem, czy fotografem?

Mimo wszystko, wolę celowo określać się mianem fotomatora z bardzo prostego powodu. Piekielnie boję się tego, by nie stać się człowiekiem przemądrzałym, małostkowym i zadufanym w sobie. Nie chciałbym być jednym z tych, których nie darzę sympatią. Głupim bucem, któremu wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy, bo jest prawdziwym twórcą. Te typowo ludzkie cechy wywołują u mnie swoistą reakcję alergiczną.

Duży wpływ ma na mnie stara muzyka punk-rockowa, która nauczyła mnie pewnych postaw. I ta też muzyka zagra w Wągrowcu na moim pogrzebie, gdy będą wrzucać mi do trumny rolkę amatorskiego filmu Orwo.

Oczywiście, bohater tekstu Wodnickiego taki nie był. Wręcz przeciwnie. Po prostu boję się tego, by nie obrosnąć w  piórka, tylko dlatego że ktoś nazwie mnie Fotografem.

Na dobrą sprawę to tylko tytuł, tak jak magister, inżynier, pułkownik czy biskup. Najważniejszy jest człowiek, jego osobowość oraz to, co ma do powiedzenia.

Słowo amator ma dla mnie również szczególne znaczenie. Amator robi coś, co  kocha.
Oprócz tego, ranga amatora mobilizuje mnie do ciągłej pracy, nawet jeżeli ktoś uzna moje zdjęcia za bezwartościowe i nic w nich nie znajdzie poza obrazem.

A może każde zdjęcie coś wyraża? Nawet jeżeli jest zrobione przez osobę, która postanawia uwiecznić np. ładnego kwiatka . Wyraża pewien zachwyt, pokazuje na co autor zwraca uwagę. Uwaga ma bowiem to do siebie, że jest wybiórcza.

Nawet pstryknięta łapowyzwalaczem sweet focia z dziubkiem ma jakiś wyraz. Np. samozachwytu nad sobą samym: „ale dziś pięknie wyglądam, muszę to uwiecznić.”

Być może jest to doszukwianie się w tym wszystkim sensu na siłę, ale każdy medal ma dwie strony. Na świecie tak naprawdę prawie nie ma rzeczy, które są w pełni czarne lub białe. Na dodatek, bywam dość upierdliwy w swoich dociekaniach. Oczywiście, cały czas mowa o przekazie, a nie walorach artystycznych lub ich braku.

Nie wiem co autor tego paskudztwa miał na myśli. Dlatego to uwieczniłem. Mogę się założyć, że odbiorca zdjęcia też nie wie o co mi chodziło.

I tak ma być.

Mijamy takie padliny niemal codziennie, choć nie zawsze wiemy co mają przedstawiać. Ilu z nas się nad tym zastanawia? Jak często myślimy o tym co nas otacza?

Mam jednak wrażenie, że powiedziałem już za dużo.

sobota, 12 października 2013

30 grudnia w "Tarze"

Skanografia negatywu.

Brat ojca również zajmował się fotografią. Przedmiotem jego zainteresowań były głównie konie. Fotografował też drzewa. Dziwne, powykręcane,  umierające. Jego dorobek poznałem dopiero 2-3 lata temu. Od razu uderzyła mnie zbieżność naszych spojrzeń na świat. Byłem chyba jedyną  osobą w rodzinie, która w pełni rozumiała jego zdjęcia.

O zrobienie powyższego ujęcia poproszono mnie 30 grudnia 2012, choć wtedy nie widziałem w nim niczego dla siebie. Pamiętam też, że zrobiłem je jego obiektywem.

Dziś nabrało one pewnego, osobistego znaczenia.

Kiedyś niszczyłem negatywy, które uważałem za kiepskie i mało ciekawe. Teraz wiem, że nie warto. 

Nawet najmniej ciekawe ujęcie może z czasem niespodziewanie zyskać na treści.

Chociażby subiektywnej, dla samego siebie.



niedziela, 8 września 2013

Ilustracja

Skan odbitki barytowej 11x17, Fotopan(k) FF, Fotonbrom.

W ramach ćwiczeń formalnych wykonałem ilustrację do filmu, którego dość długo szukałem.


Miejska legenda głosi, że za dziada pradziada w Warcie można było wywołać negatyw. Nie jest to do końca takie głupie i niedorzeczne. Warunkiem jest obecność tzw.fenoli w wodzie, czyli grupy związków do których zaliczyć można m.in hydrochinon, pirokatechinę czy pirogalol. 

Ten ostatni jest dość powszechny i teoretycznie wiem na którym odcinku rzeki mógłbym go  odnaleźć.

Za jakiś czas pojadę tam z baniakiem. Może coś się wywoła. Póki co, nie mam na nic czasu.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Czas dorosnąć


Skan odbitki barytowej 11x17.

Miał być dyptyk, ale jedno zdjęcie wystarczy.
Poza tym, szkoda Fotonbromu.


niedziela, 18 sierpnia 2013

Fotografia upominkowa

Skan odbitki barytowej 18x24.

Tak jak już kiedyś pisałem, nie jestem fanem kolei. Nigdy nie zrobiłbym tego zdjęcia dla siebie, bo nic ciekawego w tym nie widzę. Widok  maszyny, którą oglądam przez witrynę sklepu codziennie o  9:20 i 15:20 zwyczajnie mi spowszedniał.

Ale fajnie jest komuś coś podarować. Kolega na pewno się ucieszy. Zawsze skacze z radości, gdy widzi tą lokomotywę.

Swoją drogą, czy zdjęcie 1/1 po wskanowaniu i wpuszczeniu do internetu nadal można traktować jako jedyny egzemplarz? A może liczy się jedynie ta materialna, niepowtarzalna forma?

sobota, 17 sierpnia 2013

Otworkowo #5

Skan negatywu 18x20. Papier Ilford Xpress, czas naświetlania: 10-15min.

Podejście drugie, czyli tym razem wyszło jako tako.

Zbudowałem aparat i na dodatek chcę nim robić zdjęcia. Tylko po co? Czemu może dziś służyć camera obscura z całą gamą jej ograniczeń i irytujących niedoskonałości? Z czasami naświetlań sięgającymi nawet kilku godzin?

Chociażby do piktorializmu po mojemu. Mam teraz pretekst by jeździć od  dzielnicy do dzielnicy.

Oraz pretekst do tego by bezkarnie majstrować przy stykówkach.


środa, 14 sierpnia 2013

Otworkowo #4

 Cyfrografia.
 
Kiedyś Fotograf przygotowywał własne płyty szklane. Robił własne wywoływacze, lub samodzielnie opracowywał ich recepturę.

Czasami robił też własny aparat.

Postanowiłem  podtrzymać starą świecką tradycję. 12 dni mierzenia, obliczania, piłowania, szlifowania, bejcowania, uszczelniania i picia piwa. No i jest: Iron Maiden, Skobel, Monster, Dead man`s chest, iBox. Nie wiem jeszcze jak go nazwę.

Wczorajsze ujęcie próbne, czyli poruszyłem 3-kilową skrzynkę (ma się ten talent) i prześwietliłem.


(Skan negatywu 18x20cm)

Teraz może być tylko lepiej.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Lody rzucili!


(Skan diapozytywu Orwochrom UT20, termin ważnosci 1988, bez korekcji barwnej)

21 lipca przy ul.Kościelnej rzucili  prawdziwe lody.

Lodziarnia działa chyba od  niedawna, choć jest już niezwykle popularna. Wszyscy znajomi umieszczają w internecie swoje pamiątkowe, amatorskie zdjęcia z tą wieczną, niekończącą się kolejką w tle.

Wpadłem popatrzeć jak ludzie jedzą lody mając jednocześnie zamiar zrobić równie amatorskie ujęcie. Po swojemu.

Wydawałoby się, że pewne widoki, procedery czy zjawiska są już jedynie domeną poprzedniej epoki.  Oddzielamy przeszłosć od teraźniejszości grubą kreską i z pełnym przekonaniem mówimy, że nie żyjemy już w socjaliźmie.

Nie żyjemy też w pełni ukształtowanym kapitaliźmie. Żyjemy  na granicy, na historycznej cezurze. Od lat 90-tych minęło trochę czasu. Śmiem jednak twierdzić, że przemiany trwają nadal, choć nie mają już takiego tempa jak te 20-lat temu. Po prostu nie rzucają się tak w oczy. 

Polska wciąż przeżywa swoją transformację. Zarówno społeczno-gospodarczą, jak i obyczajowo-mentalną czy architektoniczną (o  czym świadczą chociażby stare pomniki czy nazwy niektórych ulic). 
Taki jest już urok historii. Poszególne epoki nie znikały jak za pacnięciem magicznej różdżki. Zmiany  dokonywały się powoli, stopniowo...a  przełomowe daty to jedynie kwestie umowne.

To, z czym mamy do czynienia teraz stanowi pewien zlepek, pomieszanie, koegzystencję epok. Jedna stopniowo zastępuje drugą. Nadal.


Myślę, że warto to dokumentować, chociażby dla potomnych.



piątek, 19 lipca 2013

Łekno

(skan diapozytywu)

W Łeknie przez chwilę czułem się jak prawdziwy fotograf.







(skany robionych na szybko stykówek 6x9)






(skan diapozytywu)


wtorek, 16 lipca 2013

Piła



Skany diapozytywów Orwo UN54 (niekadrowane, nieprostowane)

Tryptyk o Pile przywieziony z pleneru, czyli nawiązanie do wcześniejszego monologu.

Może i nie ma tu wojska, ale atmosferę minionej epoki czuć już na dworcu.





poniedziałek, 15 lipca 2013

HCP Wągrowiec

Skan diapozytywu  (cross Orwo UN54), pełna klatka.

Ostatni wyjazd  w plener uświadomił mnie, że miasto do którego się wybierałem istnieje jedynie w mojej  pamięci i wyobraźni.

Straciło bowiem swój niepowtarzalny klimat. Charakterystyczne cechy, które przez wiele lat wyróżniały je na tle innych miejscowości  zanikły.  W  Pile kojarzonej przez długi czas z wojskiem nie ma już wojska, a we Wrześni słynącej z Tonsilu nie ma już tak naprawdę Tonsilu. Za kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętał, że coś takiego w ogóle tam było. Wrześnię w najlepszym wypadku ktoś skojarzy z protestem dzieci,  ale kto by się  tam dziś uczył historii...

Wszystko się unifikuje i coraz częsciej jest na jedno kopyto. Pojawiają się kolejne miasta i miasteczka jakich wiele: z popularnymi marketami, sieciówkami, firmami czy hamburgerodajniami (bo trudno to nazwać restauracją)  typu McDonalds. Namacalna globalizacja w skali mikro (?).

Zacząłem zwracać na to uwagę już w Koninie. Z roku na rok jest coraz mniej górniczy. Aż się zwiedzać nie chce. Wolę chyba jeździć po wioskach (szkoda, że nie mam mobilnego pojazdu klasy motór) licząc na to, że w zabita dechami dziura zawsze może  czymś fajnym zaskoczyć. Podobno podróże  kształcą, lecz trudno nauczyć się czegokolwiek nowego, gdy wszędzie zaczyna być  tak samo.

Zdjęcie wykonałem pod wągrowieckim oddziałem zakładów  im. Hipolita Cegielskiego. Podobno niebawem  zostaną rozebrane. W ich miejscu powstanie pewnie nowy supermarket.

niedziela, 30 czerwca 2013

Nie(t)akt

Skan odbitki 16x18 cm.

Nigdy nie rozumiałem akcistów.

Nigdy nie lubiłem traktowania kobiet jako ozdoby.

Nigdy nie przypuszczałbym, że da się coś wygrzebać z moich starych negatywów.

Zdjęcie zrobiłem jakieś 3 lata temu, odbitkę wykonałem dopiero wczoraj.

niedziela, 23 czerwca 2013

Rataje

Skan odbitki 20x25 cm.

Pierwszy dzień lata na Ratajach.

Flexaret wyzionął ducha. Nie wiem czy kiedykolwiek dam  go do naprawy.

Od jakiegoś czasu próbuję zaprzyjaźnić się z aparatem 6x9.
Gdyby nie paralaksa, byłoby całkiem klawo.


niedziela, 9 czerwca 2013

Dyptyk rodzinny



 
 Skan diapozytywu Orwochrom UT18. Fot. R.Paszak


Skan odbitki 18x24.


Przeglądałem ostatnio "stare" zdjęcia. Oprócz własnych, oglądałem też zdjęcia ojca.
Swoje zdjęcie zrobił będąc w moim wieku, czyli jakieś 25-30 lat temu.

niedziela, 2 czerwca 2013

Warta - Miedź



Skanografie.

Z reportażem nigdy nie było mi po drodze, choć zostałem ostatnio o takowy poproszony. To przedostatni mecz tej drużyny w 1 lidze i tym samym ostatnie  spotkanie na Wildzie tuż przed historycznym spadkiem. Obawiam się, że nieprędko powrócą na zaplecze Ekstraklasy.

Wydarłem też coś dla siebie. Nie chciałem robić fotorelacji, która byłaby próbą dorównania tej robionej równolegle - tj. przez  wynajętych fotografów z profesjonalnym sprzętem.

Pokazałem Wartę jaką  znam, czyli wszedłem w zaprzyjaźniony tłum z obiektywem 50mm.

A znam ją dość dobrze. Kiedyś wręcz nocowałem w tym Klubie jako zapalony kibic. Nie taki kibol straszny jak go fotografują.

 Oglądając swoje stare meczowe kadry (czyli jedne z pierwszych), zauważyłem jak bardzo zmieniła się moja percepcja. Zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy, nawet w przypadku tłumów i "zbyt gadatliwych" kadrów".

Mimo cennych spostrzeżeń, nie potrafiłbym chyba pokazać innej drużyny - np. Lecha. Na dobrą sprawę, nie zamierzam nawet próbować.

Nie przypuszczałem, że jakiekolwiek ujęcia będą nadawały  się do zrobienia z nich odbitek. W wolnej chwili rozstawię powiększalnik.

niedziela, 26 maja 2013

Wiosenny akcent

Skan odbitki 20x30

Jakiś czas temu zachwycałem się pierwszymi oznakami nadchodzącej wiosny.
Odbitkę zrobiłem dopiero wczoraj.

Autoportret urodzinowy #2


Skan odbitki 20x30.

Rok temu wpadłem na pomysł urodzinowych autoportretów, choć 21 maja mam zazwyczaj strasznie kiepski humor. Nie lubię tego dnia, choć zakupiona za ostatnie pieniądze puszka ORWO UN54 była dobrym sposobem na poprawienie sobie nastroju.

Jednym uśmiech przywraca bomboniera, innym nowa para butów. Albo pół litra. Mnie ucieszyła puszka podrabianej (choć całkiem przyzwoitej) Agfy.

Stwierdziłem, że z autoportretami powinienem ograniczyć się do tego jednego, konkretnego dnia w roku. Robienie samemu sobie zdjęć jest w pewnym sensie przejawem próżności.

P.S. Nie wiem skąd skaner wyłapuje tyle brudów przy jednoczesnej tendencji do gubienia tak dużej ilości szczegółów. Chyba nie po to męczyłem się z nabitym na widelec kawałkiem tektury by maskować pod powiększalnikiem to i o(r)wo....epson mać.

piątek, 10 maja 2013

Otworkowo #3

Skanografia. Nokia 3510i, Agfa APX 100, D23 HAD + KI. Czas naświetlania: 2minuty.


Aparat w telefonie niejedno ma imię, czyli...

przerobiłem starą Nokię 3510i na aparat otworkowy. Po wyjęciu negatywu i ponownym włożeniu baterii można sobie gdzieś zadzwonić.

Testowa "sweet focia" z komóry. Będzie więcej. Zjawisko fotografii komórkowej (choć nie w takim wydaniu) jest na swój sposób fascynujące.

Całkiem przednia zabawa.

niedziela, 5 maja 2013

Przygoda "ciuchciofila" :)

Skan odbitki 20x30.

Lokomotywy to niesamowite urządzenia, ale nigdy nie czułem fotograficznego pociągu do pociągów.

Skupiłem się tego dnia na ludziach dzięki sugestiom Kolegi.

Ranga świadomośći w fotografii



Wiele ostatnio czytam i słyszę o roli świadomości w fotografii i jej nieocenionym wpływie zarówno na formę, jak i treść końcowego obrazu.

Nie przepadam za typowo akademickimi wywodami, więc postanowiłem sprawdzić teorię o jej priorytecie w praktyce.

Przeprowadziłem zatem (kolejny) radykalny eksperyment. Redukując IQ fotografującego do minimum, de facto usunąłem z całego procesu świadomość. Jeśli czegoś (tak istotnego!) nagle zabraknie, to ewentualną różnicę da się wychwycić od razu.

Dodatkowo, wyeliminowałem (świadome) myślenie formalne dobierając negatyw, standard naświetlania, aparat i obiektyw za pomocą zwykłej kostki do gry. Wybór Fotopan(k)a FF niewiadomego pochodzenia był wbrew pozorom przypadkowy. W mojej lodówce pełno jest różnych śmieci i po wszystkim cieszę się, że nie padło na jakikolwiek materiał barwny. Negatyw postanowiłem zeskanować (jako pełne klatki), by zminimalizować ryzyko własnej (świadomej) manipulacji podczas powiększania.

O (ewentualnej) zawartości filmu dowiedziałem się dopiero po otworzeniu koreksu. Nie pamiętam żadnego ujęcia.

Przy okazji dowiedziałem się bardzo wiele o sobie. Zarówno o tym, co zalega w najgłębszych zakamarkach mojego umysłu, jak i o tym na co zwracam uwagę...nawet nieświadomie i z mocno przytłumioną percepcją. W pewien sposób wyraziłem siebie, coś jednak przekazałem.

O dziwo nie sfotografowałem żadnej ładnej dziewczyny. Najwyraźniej wszystkie musiały (jak zwykle) uciekać na mój widok :)

Na koniec doszedłem do paru wniosków. Albo nigdy nie fotografowałem świadomie i nigdy nie podskoczę wyżej niż szeregowy fotoamator, albo świadomość jest b.mocno przeceniana. Na paru klatkach widzę, że znajdują się na nich motywy, które czasami obrazuję. Są też gnioty, ale te trafiają się zawsze – przede wszystkim na małym, 36-klatkowym obrazku.

Tak. Boję się wielkiego przemysłu niszczącego wszystko co żyje, wojen , wszelkiej maści świątyń czy radykalnych postaw społecznych. Sporo z tych obaw i irytujących mnie elementów rzeczywistości zostało uwiecznionych na filmie.

Byle jak, ale nie o to przecież chodziło.. W tym przypadku interesowała mnie treść lub ogólny jej zarys. Pokazuję takie rzeczy nawet przy trzeźwym umyśle. Dziwi mnie jedno. Jakim cudem ponaświetlałem wszystko poprawnie? Tego nie dowiem się nigdy. Najwyraźniej obsługę Praktici mam wyćwiczoną na poziomie prostych, niemal pierwotnych odruchów.

Jest również bardzo możliwe, że doszukuję się tu czegoś na siłę. Może potrafię to wszystko odczytać i wyczuwam o co mogło mi chodzić, bo znam siebie? Nie potrafię obiektywnie oceniać swojej „twórczości”. Całkowicie pewne jest jedynie to, że kadry w uderzający sposób przypominają te, które powstawały na początku mojej przygody z robieniem zdjęć. 


 











Świadomość jest bardzo ważna, ale nie najważniejsza. W paru przypadkach mogłem zrobić ciekawe ujęcia, gdybym odpowiednio wszystko pokazał (np. robiąc parę kroków w bok na Placu Mickiewicza). Kogoś może zaintrygować taki celtyk na gadającej budce.Pstrykając mu telefonem fotkę uwieczni (nieświadomie) znajdujące się na drugim planie pierwszomajowe flagi. Ma w tym przypadku mistrza drugiego planu nadającemu kadrowi jakiś przekaz. Jak mawia stare porzekadło: raz na sto lat i ślepej kurze trafi się ziarnko.

Nie wiem czy to co napisałem powyżej ma jakikolwiek sens. Musiałbym zrobić z tego cyrku dłuższy proceder by mieć jakieś porównanie i zapewnić sobie powtarzalność wyników potwierdzających wszystkie hipotezy.

Mam nadzieję, że powyższy, jednorazowy eksperyment przyczyni się do mojego rozwoju i nie zaliczy mnie do grona potencjalnych kandydatów do nagrody Darwina :)

czwartek, 2 maja 2013

Pamiątkowo #2

Skanografia, Orwocolor NC3  (termin ważności prawdopodobnie 1974), bez cyfrowej korekcji barwnej.

Pierwszego maja miałem fotografować co innego, ale postanowiłem wybrać się gdzie indziej.

I nie żałuję.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Zaproszenie

Skan odbitki 20x30cm. Papier Kodak Endura, filtracja  00 50 30

Nie mówiąc już nic więcej, serdecznie zapraszam 26 kwietnia do Miejskiego Domu Kultury w Wągrowcu  przy ul. Kościuszki 55 (budynek dawnego kina "Przyjaźń") o godzinie 18:00.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wykopaliska

fot. M.Sosnowski, skan  odbitki 10x15 z  przełomu lat 1996/1997.
Pomyśleć, że byliśmy największymi łobuzami na ul.Piątkowskiego 61...

Lata 90-te były dla mnie czasem dziwnym, choć beztroskim. Wczesne dziciństwo w Wągrowcu. Nie myślało się wtedy zbyt wiele o życiu, nie zwracało się większej uwagi na otoczenie i to co dzieje się dookoła, choć działo się naprawdę wiele. Siłą rzeczy były sprawy, które nie omijały nawet dzieciaków.

Do dzisiaj pamiętam, jak pewnego razu kolega przybiegł na plac zabaw z plikiem ulotek wyborczych Jacka Kuronia. Wyniósł je z domu, albo dali mu je rodzice. Tego już nie pamiętam. Błagał nas, abyśmy powiedzieli rodzicom by nie głosowali na Kwaśniewskiego „bo nie będziemy mogli bawić się całą paczką i nie będzie czekolady”. Tak rozumiały to 7-8 letnie dzieciaki straszone przez rodziców komuną, która wówczas nie była epoką tak odległą w czasie.

Dziś widzę, jak mocno to we mnie tkwi. Najwyraźniej  wszystko zalega gdzieś w otchłaniach mojej świadomości.

Ale jakoś się żyło. Rano szkoła, po lekcjach wieszało się klucz od mieszkania na szyję i znikało na resztę dnia w poszukiwaniu wrażeń na zapuszczonych podwórkach, czy w brudnych parkach. Były pite pod sklepem oranżady (takie prawdziwe) kupowane w zamian za butelki (zbieraliśmy je gdzie popadnie), szczeniackie wybryki, palone po krzakach papierosy i ucieczki przed zataczającymi się alkoholikami, którym lubiliśmy dokuczać w ramach rozrywki. Pamiętam nawet niektóre pijackie ksywki. Benny Kuleczka, Szatan Claus, Zgred, Dziadyga, Lucky Luke. Po latach mam wyrzuty sumienia, że ich tak dręczyliśmy, ale w Wągrowcu nie było zbyt wiele do roboty.  Często mieliśmy naprawdę głupie pomysły.

 Wszystko wydawało się sielanką, a sama mieścina ziemią obiecaną.

Zresztą... doskonale to widać. Na zdjęciu (mówiącym tak wiele, a jednak zrobionym z całą pewnością bez fotograficznej świadomości) jesteśmy  szczęśliwi.  Do  szczęścia wystarczyły nam trzepaki, dziury w płotach, oranżady, piaskownice i bazy w krzakach. Przed Amigą siedziało się jedynie w dni deszczowe.

Z biegiem lat człowiek nabiera do wszystkiego pewnego dystansu, zupełnie inaczej wszystko pamięta...lub zapomina. Wspomnienia zacierają się i blakną jak stare, kolorowe odbitki z wakacji czy szkolnej wycieczki do Ciechocinka.

Po latach stwierdziłem, że nie chciałbym fundować swoim dzieciakom takiego dzieciństwa. Nie tutaj, ponieważ mam bardzo dziwne wrażenie, że nie zmieniło się tutaj wiele poza fasadą.


Na dniach napiszę ciut więcej, szykuje się coś większego.



sobota, 6 kwietnia 2013

Orwografia #8

Skanografia, błona Fotopan(k) S


Dla niektórych  samotność to niestraszna nietrwoga, czyli luźne skojarzenie gdzieś między Kawnicami a Koninem.