poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rzeki portret własny


 Skan odbitki 10x15 na papierze Fotonbrom. Negatyw HP5 (naświetlany na 25 lub 12 ASA) wywołany w... wodzie z Warty.

Miejska legenda głosi, że kiedyś w wodzie z rzeki można było wywołać negatyw. Niestety, to nie legenda. Trzeba tylko wiedzieć gdzie i kiedy ją pobrać. No...i należy mieć trochę szczęścia (w powszechnym nieszczęściu).

Zawsze zastanawiało mnie, co takiego ciągnie wszelkich fotografów do rzek. Krajobrazy? Filozoficzne „pantha rei”? Rola rzek (źródło żywności i droga transportu) przy historycznym rozwoju wsi oraz miast? Może coś innego lub bliżej nieokreślonego? Pewnie każdy ma swój powód. Mnie akurat zawsze ciągnęło do lasów. Cisza, spokój, a wszelkie ślady cywilizacji zasłaniają drzewa.

Wiem jedno. Sam poszedłem nad Wartę w celu jej sportretowania, choć mimo wszystko, bardziej zainteresowały mnie rosnące pzy niej wszelkiej maści badyle i krzaczory. Szczególnie w kontekście ostatnich wydarzeń.

To ostatnie zdjęcie, jakie zrobiłem/zrobię w tym roku.

Migawka w Graflexie ledwo działa na mrozie, a z pewnymi sprawami trzeba dotrzymać terminu.




Może i nie o Warcie, ale tekst jak zwykle w punkt.


sobota, 28 listopada 2015

Ratujmy co się da.

Skan odbitki autorstwa Heinza Eberta.

Po raz drugi zdecydowałem się na umieszczenie tu nieswojego zdjęcia, ale sprawę uznałem za dość ważną.


Miałem to szczęście, że udało mi się wejść w posiadanie jednej odbitki, którą znalazłem walającą się na schodach podczas zdejmowania wystawy. To chyba najcenniejsze kadry, które się na niej znalazły. Oczywiście, nie mówię tu tylko o kwestii formalno-technicznej.

Zdjęcia zostały porzucone, pozostawione same sobie. Odważny i zarazem genialny gest autora. Nie każdy jednak potrafił to docenić – mam tu na myśli ludzi, którzy uchodzą za znawców fotografii.

Bez chwili namysłu, postanowiłem zabrać (a może ukraść?) jedyną odbitkę, która została na podłodze. Sumienie nakazało ją ratować, choć była dość mocno pomięta i brudna. Klej do tapet, którym była zapaćkana (i tak już uszkodzona) emulsja, udało się tylko częściowo usunąć pomimo paru godzin płukania i szorowania wszystkiego wacikiem ze spirytusem. Miał iść na nalewkę, poszedł na fotografię.

Nie było mi go jednak szkoda. Fotografię czyta/robi się także sercem. Wydaje mi się, że to właśnie ono było kluczem do całej ekspozycji, która zawisła na te parę dni w Domu Fotografii.

No...może mi się tylko wydaje, bo nie jestem ani wielkim znawcą fotografii, ani  autorytetem (na szczęście!). W końcu „każdy może, prawda, krytykować”, nie każdemu musi się podobać i „jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził”.

Autorytety należy zwyczajnie pieprzyć.

Myślmy, czujmy i patrzmy na świat samodzielnie. Z dumą powieszę tą zdobycz na swojej ścianie. Jestem pełen uznania dla wielu lat twórczości Heinza. Nigdy jeszcze nie widziałem ekspozycji, po której potrafiło mnie zamurować w przeciągu sekundy. Po prostu.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Best before 1965 - IX

Skan kopii stykowej 9x12cm z płyty szklanej Foton GO 3,0 z terminem do 1965 roku. Papier Fotonbrom.

Adam.

Razem z ojcem wpadł podrzucić dwa uszkodzone komputery z nadzieją na stworzenie czegokolwiek sprawnego. Jeden już działa.

Nie byłbym sobą, gdybym nie zaproponowałbym im zdjęć, choć jeden z kadrów muszę poprawić. Będzie ku temu okazja podczas odbioru zreperowanego sprzętu.

Od jakiegoś czasu widzę, że otrzymuję coraz gorszy obraz. Wydaje mi się, że wyjmując z opakowania kolejne sztuki, zbliżam się do źródła problemu, którym prawdopodobnie jest siedlisko tzw. bakterii negatywowych. Dość skutecznie zjadają emulsję fotograficzną. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, iż są to ostatnie sztuki jakie posiadam w tej partii. Dysponuję jeszcze garstką fotonowskich Omeg, które podarował mi Boguś Biegowski. Mimo tego, że ich termin minął w 1966 roku, to jest spora szansa na to, że będą działać o wiele lepiej.

Co prawda, często podkreślam, że byt materialny jakim jest fotografia analogowa powinien żyć swoim życiem, ale wszystko ma swoje granice. Może i rola przypadku (spowodowana upływem 50 lat od terminu przydatności) w tej serii poniekąd warunkuje jej specyficzny urok, ale nie zamierzam przeginać i przekraczać granicy rozsądku.

Praca na kompletnie nieprzewidywalnym materiale wbrew pozorom nie jest łatwa.

niedziela, 22 listopada 2015

Otworkowo: Fabryka

Fotografia otworkowa wykonana w fabryce okien za pomocą puszki po kawie. Czas ekspozycji: 1 zmiana /g. 5:55-14:30/. Skan odwrócony cyfrowo, zdjęcie obrabiane hybrydowo na komputerach PC i Amiga 600.

Czas chyba zapolować na model A1200 z mocniejszymi układami graficznymi i większą możliwością rozbudowy, choć dostanie go graniczy z coraz większym cudem.

Jakiś czas temu, razem z Agnieszką Hinc opowiadałem na Politechnice Poznańskiej o fotografii otworkowej. Koledzy i koleżanki z pracy też chcieli zobaczyć na czym to polega. Postanowiłem więc zaspokoić ich ciekawość, choć poza (niestety coraz bardziej sporadycznym) udziałem w działaniach Kolektywu Fotograficznego Świetlica nie uprawiam już tego typu formy.

wtorek, 17 listopada 2015

Dębina-Centrum II

 Skan odbitki stykowej 9x12cm na przeterminowanym papierze Fotonbrom. Wywoływacz Foton W-14 z dodatkiem bromku, benzotriazolu i wodorotlenku sodowego.

"(...)a domem moim stał się las
nad lasem biją pioruny(...)"

niedziela, 8 listopada 2015

Poznań, Dębina-centrum

Skan kopii stykowej 9x12. Przeterminowany papier Fotonbrom 13x18 wywołany w resztce Fotonu N-9 z dodatkiem 5g NaOH na litr.

Wciąż odkrywam nowe ścieżki. Chodzę i obserwuję.

"my, do jesiennych tak podobni liści,
i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte,
evviva l'arte!"

wtorek, 3 listopada 2015

Wągrowiec - ul. Średnia

Skan odbitki 10x15 na przeterminowanym papierze Fotonbrom.
 
Zwykły sznurek, pętelka leżąca na garażach. Pewnie wrzucił ją tam dla zabawy jakiś dzieciak. Niby nic, ale nigdy nie zainteresowałbym się tym przedmiotem (i tym samym: nie rozstawiłbym na babcinym balkonie statywu z aparatem), gdyby nie był to garaż...w Wągrowcu.

Kłania się tu kontekst miejsca, w którym wykonano zdjęcie. Robiąc 1 listopada odbitkę, postanowiłem dorzucić także kontekst czasu, choć sam kadr powstał pod koniec lipca. Jesień to dla mnie najpiękniejsza pora roku, choć niestety sprzyja pewnym zjawiskom.

Negatyw wywołałem dopiero w zeszłym tygodniu. Chyba nie jestem już w stanie zapełnić 36-klatkowego materiału małoobrazkowego przez okres krótszy niż kilka miesięcy.

Choć swoją drogą, będąc pochłonięty czymś równie ważnym (nie samą fotografią człowiek żyje), przez ostatni kwartał fotografowałem stosunkowo mało.

sobota, 10 października 2015

Best before 1965 - VIII

Skan odbitki stykowej 9x12 z płyty szklanej Foton GO 3,0. Termin przydatności do 1965 roku. Negatyw potraktowano wywoływaczem Foton N9 z łączną ilością 17,5 grama bromku potasowego na litr. 

   Agnieszka pojawia się na Świetlicy od niedawna. Zajrzała na Dębiec by zobaczyć jak wywołuje się negatywy (lub raczej: jak nie powinno się tego robić), posłuchać o reduktorach i wywoływaniu barytów w zamian za portret.

Znalazłem też sposób na robienie powiększeń z tych płyt. Może kiedyś to gdzieś pokażę?

poniedziałek, 5 października 2015

Best before 1965 - VII

Skan odbitki stykowej 9x12. Płyta szklana Foton GO-3 z terminem ważności 1965. Fomabrom, Foton W-14 Fenal.

Bartłomiej Król jest prezesem Średzkiego Towarzystwa Fotograficznego.

Odwiedził mnie kilka dni temu i podarował mi potężny zapas starych papierów oraz chemii. Tym samym, uczynił ów dzień świętem Matki Boskiej Orwowskiej.

Za podarowane materiały oficjalnie dziękuję.Dziękuje też Ciemnica, z którą podzieliłem się połową podarunku.

czwartek, 17 września 2015

Best before 1965 - VI

Skan kopii stykowej 9x12cm z płyty szklanej produkcji bydgoskiego Fotonu. Termin jej "przydatności" rzekomo minął w 1965 roku. Papier Fomabrom.

Utalentowany syn kolegi, Bogusia Biegowskiego.

Nikodem zajrzał po projektor filmowy i parę drobiazgów do filmowania kamerami 8 i 16mm z którymi rozpoczął niedawno przygodę. Trzeba sobie pomagać, choć w tym przypadku moje rady dotyczą głównie kwestii formalnych.

M.in dlatego od jakiegoś czasu pod  publikowanymi tu zdjęciami umieszczam również informacje na temat tego co, jak i w czym wywołuję.

niedziela, 13 września 2015

Dębina - Południe

Skan odbitki +/- 15x20cm z negatywu 9x12. Ilford Xpress2 RC, 30-letni Foton W-14.

 Fotografia czasem jest tylko pretekstem do wyjścia z domu. Nawet w deszcz.

To miejsce nigdy nie przestanie mnie zachwycać i zaskakiwać, choć często wydaje mi się, że zwiedziłem je w całości.

Jesień powinna odkryć kolejne uroki oraz antyuroki Dębiny. Od wiosny niecierpliwie czekam na swoją ulubioną porę roku.

poniedziałek, 7 września 2015

Poznań - Dębina po raz kolejny.

Skan odbitki 15x21cm z negatywu 9x12. Ilford Xpress 2, 30-letni wywoływacz Foton W14 z dodatkiem węglanu sodowego i benzotriazolu.

Skończył się papier, trzeba odbijać na plastiku.

Muszę jednak coś robić by nie zardzewieć i nie zdziadzieć. Wglądówki chociażby.

Grunt, że ukończyłem budowę "Hiacynta". Wystarczyło uszczelnić konstrukcję (choć i tak przy odbijaniu powyższego musiałem przerzucić przez niego szmatę) i wywalić szufladkę na filtry przed obiektyw. Wszystko działa jak należy. Klawo.

Mogę chwilowo porzucić majsterkowanie na rzecz fotografowania. Towarzyszący mi od pewnego czasu (względny) spokój również temu sprzyja.

A skanować jak nie potrafiłem, tak nie potrafię.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Pokusa

Próbka (+/-) 18x20cm  odbita z negatywu 9x12 na nieznanym papierze (prawdopodobnie jakiś miękki/specjalny Fomaspeed). Wycinek kadru +/- 30x40cm.

Niestety, puszka po orzeszkach nie zdała egzaminu. Światła LED-owej żarówki halogenowej nie da się rozproszyć bez sporej straty, która ciągnie za sobą także bardzo niski kontrast.

Idąc w ślady kolegi Yoonson`a, udało się cośtam zbudować z niepotrzebnej kopuły od powiększalnika Krokus 3 (odwróconej do góry nogami ze względu na potrzebne mi 18-cm średnicy), 12-watowej żarówki LED, drewnianej ramki z szybką (w ramach dodatkowego dyfuzora i ew. uchwytu do filtrów), kawałka sklejki, paru kątowników, pudełka na płyty DVD i dwóch kafelków obustronnie matowego pleksi. Jako miech posłużyła mi przedwojenna Trona-210 9x12, której oczywiście nie uszkodziłem. Wystarczy pozestawiać ze sobą poszczególne moduły i sprzęt jest gotowy do pracy.

Potrzeba matką wynalazku. Nareszcie zbudowałem coś, co działa. Jaki jest rezultat, każdy widzi, choć przydałby się trochę większy kontrast. Stary, dobry Fenal lub gęściej kryty negatyw powinien załatwić sprawę.

A resztę się po prostu dopracuje. Na pewno trzeba połączyć główny element z "półmiskiem" w którym znajduje się żarówka. Ten bowiem spada przy każdej wymianie negatywu. Rzep z pasmanterii rozwiąże problem.

Najwyżej zarzucę wędkę na głowicę barwną GFA i zrobię to od początku. 

Gdyby kogoś interesowały samoróbki:




Foty z fona.

Zaryzykuję stwierdzenie, że fotografia nękana jest przez "czasy powszechnych niedoborów" cyklicznie. Sinusoida braków ma swój początek w momencie, w którym pojawiła się sama fotografia. Gdy nie było wielkich koncernów i fabryk produkujących sprzęt, fotografowie nierzadko budowali podobne urządzenia na własny użytek. Ciekawa jest opowieść o kotach - światłomierzach, którą parę lat temu opowiadał mi Lech Szymanowski. Obserwujący ich źrenice fotograf mniej więcej wiedział jak ustalić ekspozycję. Wraz z rewolucją wywołaną przez Kodaka i pojawieniem się firm takich jak Agfa, Fuji, czy Carl Zeiss, problem wyraźnie zmalał. Rynek zapełnił się gotowymi produktami, które znacznie ułatwiły życie każdemu, kto zajmował się robieniem zdjęć chociażby amatorsko.

Później pojawił się sprzęt masowo produkowany przez firmy z całego świata. Było w czym wybierać. W przypadku powiększalników chociażby w czechosłowackiej Meopcie. Niestety, o Magnitarusie 10x15, czy Laborancie 9x12 mogę sobie tylko pomarzyć, bo nie produkują ich już od kilkudziesięciu lat.

W Polsce mieliśmy jeszcze socjalizm. Szybciej wyszłoby mi wyliczenie czego w nim nie brakowało, bo na dobrą sprawę nie było w nim niczego. Utopia Kononowicza. ŚP. Brat ojca wynosił ze szpitalnej pracowni RTG utrwalacz. Sorry, taki był klimat. Wychodzące w tym okresie podręczniki pełne były opisów różnych prowizorek, które można uskutecznić w domu by coś uzyskać. Jak nie powiększalnik, to gumki-recepturki wycinane ze starej dętki rowerowej. Nigdy bym na to nie wpadł.

Wraz z pojawieniem się techniki cyfrowej, wielu producentów wycofało się z dziedziny analogowej. Nie znam dziś żadnej firmy, która robiłaby powiększalniki do tego formatu.

I znów trzeba kombinować, choć obserwując rynek, widzę pewne ruchy w kierunku zapełnienia pewnej niszy/luki. Wystarczy spojrzeć na posunięcia firm takich jak (chociażby) Tetenal, Adox, czy Rollei. Mam nadzieję, że reaktywacja włoskiej Feranii też dojdzie do skutku. To jednak tylko chemia oraz materiały takie jak papier (choć o stałogradacyjne baryty coraz trudniej).

Kropla w morzu potrzeb. Jest na czym robić, ale nie ma czym robić. Rynek wtórny też nie jest z gumy.

Mimo wszystko...czyżby sinusoida znów biła w górę?

I na dobrą sprawę...czy naprawdę jest mi potrzebny fabryczny/markowy sprzęt? Mój ulubiony twórca, Julian Antoniszczak świetnie dawał sobie radę na własnych konstrukcjach. Często śmiał się, że nie przeżyłby na Zachodzie, bo mając wszystko podane na tacy z pewnością straciłby cały charakter swojej twórczości.

http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/7301#.VdrK2bNb_rc

niedziela, 9 sierpnia 2015

Znajdź różnicę


Ostatnie klatki ze zgrzewki UT20. Wywołane w procesie Orwocolor 9165.

Wbrew pozorom, mam poczucie humoru.

Tak jak podarowany mi ostatnio UK17. Jest zepsuty do tego stopnia, że po wywołaniu otrzymuje się kompletnie czysty pasek. Zadymienie zjada w tym calutki obraz (nawet na perforacji!). Kolejna nauczka.

Najwidoczniej, stawiająca opór materia "chce mi coś powiedzieć". Chyba zacznę wierzyć w istnienie jakichś bliżej nieokreślonych sił. Z reguły nie daję wiary niczemu, co nie jest naukowo udowodnione, ale coś ostatnio dużo wszelkich zbiegów okoliczności (tudzież ironii losu).

Raczej nie da się już nic z tym zrobić. W najlepszym wypadku,  na wspomnianym UK17 uzyskać można granatowo-szary obraz -  manipulowanie zawartością bromku/czasem wywoływania w przypadku starych materiałów barwnych prowadzi do zachwiania (i tak już rozkalibrowanej) równowagi między żółtym, a niebieskim.

 Zresztą.. nie ma sensu zmieniać procesu i eksperymentować dla dwóch rolek. Lepiej już zrobić coś w czerni i bieli. Szybciej, pewniej i nie trzeba babrać się w trującej chemii. Poza tym, brak mi już chęci i pomysłów na pewne treści.

Nie pamiętam też, kiedy po raz ostatni korzystałem z powiększalnika. Stykówki 9x12 z Graflexa przecież go nie wymagają. Czas go zbudować.

Stary aparat 9x12, uchwyt do reprodukcji ,parę niepotrzebnych klepek od antyram, okleiny meblowe, oprawka GU-10, listwa przypodołogowa, puszka po orzeszkach...i jest pomysł jak go zrobić. Dyfuzor musi wystarczyć, czyli fotoamatorszczyzna pełną gębą. Ciekaw jestem czy się sprawdzi.

sobota, 1 sierpnia 2015

Kobylec 122

Skan diapozytywu Orwochrom UT18. Zdjęcie zrobione ok. 1989/1990 roku.  Mieszkałem w pierwszym domu z prawej. Pokoik z balkonem należał do mnie. . Autor: R.Paszak

Skan diapozytywu Orwochrom UT18. Zdjęcie zrobione ok. 1989/1990 roku (sądząc po tym, że na zdjęciu wyglądam na 2-3 lata). Autor: R.Paszak 

Wieś niedaleko Wągrowca. Tutaj wszystko się zaczęło. To właśnie tu ojciec zrobił kilkaset ujęć na slajdach Orwochrom UT i negatywach NC21.

Jakiś czas temu pisałem, że warto wracać w dane miejsca po kadry. Otóż... nie zawsze. Stwierdziłem, że podczas urlopu powrócę (po kilkunastu latach!) do źródła moich barwnych fiksacji. Popełniłem spory błąd. Chyba nadszedł czas, aby wreszcie przeczytać "Miedziankę" Springera.

Kobylec przestał być spokojną wsią zamieniając się „miejscowość letniskowo-rekreacyjną”. Wycięto kawał lasu, pola po których biegałem jako dziecko sprzedano i zagospodarowano, a plaża straciła cały swój urok na rzecz fontanny i wielkiej zjeżdzalni. Wybudowano korty tenisowe oraz orliki, pootwierano budy z fast-foodem i poprowadzono betonowe chodniki wzdłuż oświetlanych ulic. Zmian zaszło o wiele więcej. Nastał koniec sielankowego spokoju na łonie natury. Widok jadącego  w kierunku Grylewa  pociągu nie jest już jedyną atrakcją.To pewne.

Morały na dziś:
-Wielkość jakiegokolwiek miejsca na mapie nie determinuje tego, że czas biegnie tam szybciej, wolniej lub wręcz staje w miejscu.
- Z punktu widzenia fotografii, przeszłość nie jest nieskończona. Zarówno z punktu widzenia pozornych wycieczek w czasie dokonanywanych za pomocą zabiegów formalnych, jak i kwestii trwałości samego nośnika. Nawet najbardziej utrwalone baryty kiedyś znikną.
-Może należałoby spalić wszystkie muzea i skupić się (co najmniej) na teraźniejszości?

Jak się okazało, za jakiś czas może zniknąć także stacja. Jej mieszkaniec przybiegł do mnie śmiertelnie wystraszony, gdy zobaczył gościa ze statywem. Wziął mnie za geodetę i obawiał się, że ktoś przyjechał wykonać pierwsze pomiary. Bał się przeniesienia gdzie indziej, gdyż (jak się później okazało) zamieszkuje to miejsce od 1980 roku. Jak sam mówił: „starych drzew się nie przesadza.”. Póki co, przeszkodą dla inwestorów jest fakt, że mają w tym przypadku do czynienia z zabytkiem. Stacyjka to chyba jedyny ślad po Kobylcu.

To zupełnie inne miejsce. Kadrów po które przyjechałem ostatecznie nie zrobiłem. Jedyne sensowne rozwiązanie to fotografowanie tego miejsca późną jesienią/zimą. Ciekaw jestem do jakiego stopnia ta wieś miejscowość letniskowa wymiera poza sezonem.

Czyli nastąpił swoisty, bezkadrowy epilog. Zarówno dawnego Kobylca ze wspomnień, jak i pewnego etapu mojej twórczości. Tak się składa, że to ostatnia rolka UT20. Reszta NRDowskich materiałów, które posiadam niestety nie jest już w tak dobrej kondycji i nadaje się tylko do awangardowo-piktorialno-turpistycznych zabaw/eksperymentów.

"(...)Otrzepałem się ze styropianu...
Dalej kocham Clash
Ciągle lubię Ramones(...)"

Skan diapozytu Orwochrom UT20 przeterminowanego o +/- 30 lat. Wywołane w oryginalnym procesie Orwocolor 9165.

Skan diapozytu Orwochrom UT20 przeterminowanego o +/- 30 lat. Wywołane w oryginalnym procesie Orwocolor 9165.



wtorek, 21 lipca 2015

Warsztaty fotografii otworkowej w Domu Kultury "Na pięterku"



Skan negatywu Polypan F, czyli dokumentacja analogowa.
  
Jedni podczas prowadzenia warsztatów dowiadują się, że Batman nie lata, a inni, że fotografia analogowa to „Hogwart psze Pana”. Przez drzwi ciemni słyszałem rzucane przez dzieciaki zaklęcia.

Każde pokolenie ma swoich bohaterów. Starsi mieli Kapitana Żbika, Gustlika, czy Hansa Klossa, nieco młodsi Batmana, a najmłodsi wielbią Harrego Pottera.

Cóż za zbieg okoliczności. Jakiś czas temu zyskałem przydomek „Ucznia czarnoksiężnika”.

sobota, 11 lipca 2015

Cytadela rok (lub dwa?) temu

Skan diapozytywu Orwochrom UT20 puszczonego w oryginalnym procesie Orwocolor 9165. Materiał przeterminowany o jakieś 30 lat.  

Nie pokazuję wszystkiego co robię, bo nie wszystko nadaje się do pokazania ze względu na jakość, treść, czy mało sprzyjający ku temu czas.

To zdjęcie czekało rok (może dwa?). Doskonale pamiętam okoliczności. Przechadzałem się wtedy z koleżanką po Cytadeli ucząc ją korzystania z papierowej tabeli naświetlań. Zachwalałem też ruską optykę, choć teraz żałuję, że nie miałem ze sobą chociażby legendarnego "T aus Jena". To najlepszy (wymienny) obiektyw jaki posiadam.

 W pewnym momencie spotkałem zamyślonego człowieka. Nie musiał pozować.

Pewnie nawet nie wie, że zrobiłem mu zdjęcie, które stanowi pewien dodatek do ostatnio przeze mnie praktykowanej, fotograficznej dendrofilii. Streetfotowe sku...syństwo.

Gdybym jednak miał tam kogokolwiek ustawić, to cały kadr straciłby autentyczność. 

Trafiłem na to zdjęcie przypadkowo, podczas robienia porządków w szafie. Slajd zwyczajnie zaplątał się w magazynku rozklekotanego Diapola po tacie.

niedziela, 5 lipca 2015

Pamiątkowo: RockNoc 2015


Skan negatywu Kodak Color 200 potraktowanego wywoływaczem czarno-białym Orwo R09. Kompaktowy Olympus za 30zł.

Na RockNocy 2015 w Wągrowcu zrobiono pewnie kilka tysięcy zdjęć. Ja zrobiłem 4 (+1 cyfrowe za pomocą telefonu) dokładając się tym samym do puli.  Najlepszą jednak pamiątką będą te dwa kadry. Nikt nie musi tego rozumieć, ale to najbardziej trafny, subiektywny opis atmosfery tamtego wieczoru.

Witam w moim świecie.

wtorek, 23 czerwca 2015

Poznań - Dolna Wilda

 Skan stykówki 9x12 na papierze Fomabrom. Negatyw Fomapan 100, wywoływacz Orwo R09 1+100.

"(...)jest w tym jakiś ponury symbol
że człowiek rozumny
właśnie z drewna, a nie z plastiku
produkuje trumny(..)"

niedziela, 24 maja 2015

Autoportret urodzinowy - 28

Skan odbitki+/- 10x15cm. Fotonbrom, Orwo UN54. filtr niebieski.

Kolejne "selfie", tym razem z okazji 28 urodzin.

W tym roku, godnym odnotowania był fakt powrót do przeszłości.
Do dawnych marzeń, do demosceny.

piątek, 1 maja 2015

Luboń`72

Skan odbitki 18x24 na papierze Fomabrom. Negatyw Orwo UN54.

Z okazji 1 maja, czyli czerwonego święta pracy postanawiam podzielić się tu pewną, lokalną historią, ponieważ nie zdążyłem zrobić tego przed końcem lutego.

Codziennie mijam ten obiekt jadąc do pracy. Od początku zastanawiam się: czemu jeszcze go nie rozebrano?

Pewnego dnia nie wytrzymałem. Zacząłem pytać, drążyć, poszukiwać. I słusznie.

Znajdująca się w przy ul. Armii Poznań dzwonnica (tudzież to, co z niej pozostało) pamięta świetność Wielkopolskich Zakładów Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu. Pamięta również wydarzenia z 22 lutego 1972 roku.

Poza mieszkańcami Lubonia, mało kto o tym słyszał. Ówczesne władze miały wielki talent w kwestii tuszowania niewygodnych wypadków (choć współcześni włodarze nie są od nich pod tym względem gorsi), więc cała historia została zwyczajnie zamieciona pod dywan.

Dziś z wielkiej fabryki przy ul. Armii Poznań pozostało tylko kilka zabytkowych budynków i biurowiec zarządu przedsiębiorstwa, które swoją produkcję przeniosło do fabryki w Stawie. Pomnik upamiętniający tragedię pracowników „dekstryny” stoi na prywatnym terenie. Może nadszedł czas, aby przenieść go w inne miejsce? Na przykład na cmentarz komunalny? Tam rodziny ofiar miałyby łatwiejszy dostęp do tablicy upamiętniającej ich najbliższych… Na miejscu zdarzenia wystarczyłoby wmurować specjalną płytę, która znaczyłaby miejsce i nikomu nie przeszkadzała, tak, jak symboliczne nagrobki królów w posadzce katedry poznańskiej. Z okazji okrągłej (35.) rocznicy zdarzenia, Rada Miasta Luboń przyjęła specjalną uchwałą tekst tzw. „apelu pamięci”. Za słowami niestety nie poszły czyny. Ofiary „dekstryny” nadal czekają na godne miejsce w historii miasta…
Nie wiem od kiedy trwa proces rozbiórki obiektu. Demontaż przerwano, ponieważ jest to zabytek. Pewniakiem jest jednak to, że całość od lat stoi zawieszona na granicy bytu i niebytu. Ani zniszczyć, ani odbudować. Ani wóz, ani przewóz. Pat.

Być może, prędzej czy później wieża „spłonie w niewyjaśnionych okolicznościach”, czyli skończy dokładnie tak jak wiele innych, poprzemysłowych i zabytkowych budynków (vide komora odsłuchowa Tonsilu we Wrześni). 

Morał z tego jest prosty i oczywisty: warto szukać drugiego dna nawet w najbardziej banalnych i powszednich elementach codzienności.

niedziela, 26 kwietnia 2015

WPPD 2015

Skan negatywu 18x22cm na papierze Ilford Xpress. Camera obscura, 6-godzinna ekspozycja. Wywoływacz Ansco 120. Inwersja cyfrowa w Gimpie.

Dziś przypadł światowy dzień fotografii otworkowej , o którym pamiętać powinien każdy fotografujący.

Warto pamiętać także o tym, by przed wykonaniem zdjęcia dwukrotnie sprawdzić stan techniczny aparatu.

Niestety, mój otworkowy drewniak postanowił pęknąć. Tak czy inaczej, lubię tą nutkę niepewności i rolę przypadku, który często pojawia się na tego typu fotografiach.

Trudno. Jutro pobawię się kitem, albo szpachlą do drewna.





wtorek, 21 kwietnia 2015

Best before 1965 - V

Skan odbitki stykowej 9x12 na papierze Fomabrom.

Koleżanka ze "Świetlicy" pewnego dnia wpadła pożyczyć przeglądarkę slajdów.
Przy okazji dostała zdjęcie.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Dębina - znów.

Odbitka 9x12 na papierze Fotonbrom. Negatyw Fotopan CD (przeterminowany o ok. 30 lat) potraktowany wywoływaczem Orwo-12 (5g Kbr na litr).

Ostatnio zastanawiałem się nad tym, czy warto wracać w miejsca, gdzie kiedyś upolowało się kadry. Otóż warto.

Drzewo, które chciałem jeszcze raz sfotografować zmieniło stan skupienia. Pewnie skończy jako opał na czyjejś działce.

Dziś coś jest, jutro już tego nie ma. Czasem szkoda, gdy coś tak znika. Czasem fajnie, gdy coś się pojawia.

Skan odbitki na papierze Fomabrom. Negatyw Orwo UN54, świeży.

Warto tworzyć. Cchociażby dla jednej osoby, która potrafi to docenić. Do dziś pamiętam koncert punkowców, którzy zagrali dla 3 osób. A nawet jeśli...zawsze mógłbym tworzyć dla siebie, choć do dziś pamiętam rozmowę z Witkiem Jagiełłowiczem (w 2011 roku?) odnośnie tworzenia do szuflady.

Potrzebę tworzenia mam od wielu lat. Jako ośmiolatek marzyłem o tworzeniu grafiki na komputerze Amiga i udzielaniu się na ogólnoświatowej demoscenie. Kolega z bloku wysyłał kiedyś swoje prace tzw. swapperom, czyli ludziom odpowiedzialnym za wymianę. W zamian dostawał komputerową twórczość innych. Dyskietki przychodziły ze wszystkich stron świata, a rekordem była przesyłka z Australii. Wągrowiec lat 90-tych aż huczał od plotek na temat Marcina. Wszyscy zazdrościli mu bycia kimś "światowym".

 Niestety, mój zestaw był na to odrobinę za słaby. Wszystko zaczęło się jednak od tego, konkretnego komputera. Dlatego tak często o nim wspominam. Zresztą, każdy kto miał styczność z tą kultową maszyną, ten doskonale wie o co chodzi.

Wystarczyło, że podczas poniższego eventu poczułem charakterystyczny zapach tego sprzętu. Dawna miłość odżyła w przeciągu kilku sekund. Może kiedyś uda mi się jeszcze wyczarować wymarzoną 600tkę lub wypasiony model 1200?

fot. Pewien Amigowiec ze Zgierza. Festiwal Dawnych Komputerów i Gier w Poznaniu. Grudzień 2014.

Potem były wiersze. Okropne, grafomańskie. Nie wiem czy jeszcze się jakieś zachowały. 

Próbowałem się jeszcze realizować w garażowym zespole rockowym. Niestety, (a może na szczęście?) zespoł rozpadł się po kilku próbach. Wszyscy stwierdziliśmy, że nie da się mnie słuchać jako wokalisty (podobno mój śpiew brzmi jak "ryk zarzynanego mamuta"), choć po moim odejściu, koledzy próbowali coś jeszcze grać jako formacja Punk Fiction.

Na pewno korzystali z napisanych przeze mnie tekstów, co już uważam za jakiś sukces. Jeden z nich doczekał się nawet wersji studyjnej, to cieszy najbardziej.

Teraz jest fotografia. Mniej lub bardziej udana. Moja.





poniedziałek, 9 marca 2015

Zielone Wzgórza, czyli pasożyci, robacy



Skan kopii stykowych 9x12, Fomabrom.

Wracam w stare miejsca po to, by zobaczyć czy coś się zmieniło.
Tak jak codziennie po wstaniu z łóżka sprawdza się, czy świat za oknem jeszcze istnieje.

Sprawdzam sam siebie i próbuję zauważyć, czy zmieniłem percepcję.
Weryfikuję czy patrzę na dawne sprawy w ten sam sposób.

Nie wiem po co.
Może niepotrzebnie.
Może szukam sensu tego co robię.
By wciąż to robić.

Drzewa umierają powoli i po cichu.
Jest w tym coś, co przyciąga.
Natura umierająca, obsesja mijającego czasu.

Pytam przechodnia o drzewo z drugiego kadru.
W odpowiedzi słyszę "Skurwysyni, pasożyci, robacy"
Chyba miał na myśli ludzi.







czwartek, 12 lutego 2015

Upadek


Samsungografia.


Coraz skromiejsza ilościowo twórczość fotograficzna (przynajmniej ta, którą się dzielę) nie sprawia, że jestem nieaktywny na polu ogólnofotograficznym.

Jakiś czas temu podarowano mi pod choinkę nowy telefon komórkowy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jest on wyposażony w elektroniczne urządzenie zapisujące znajdujący się przed nim obraz do postaci zer i jedynek. Zwiemy to po po prostu aparatem cyfrowym. Cóż. Postęp dopada nawet takich retro-ortodoksów jak ja. Trzeba się przyzwyczajać, choć np. z wygryzieniem Amigi przez gówniane „klony” z chipami Intela nie pogodzę się nigdy.

W pewnym momencie pojawił się więc dylemat. Do tej pory, wszelkie zdjęcia o charakterze „dokumentacyjnym” wykonywałem aparatem Zorki 1. To bardzo ważny dla mnie aparat. Został przywieziony do Polski w 1956 roku (kilka dni po 28 czerwca) przez moją babcię, Ukrainkę. Od tego czasu uwieczniał wszystkie ważne, rodzinne wydarzenia. To było jego jedyne zadanie.

A teraz...jego rolę przejmuje powoli nowy telefon. W chwili obecnej nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Niby jest to rozwiązanie wygodne, szybkie i tanie (nie trzeba kupować negatywu/slajdu), ale średnio jestem do niego przekonany. Znajomi, którzy widzą mnie z tym urządzeniem w ręce (pozdrawiam Krzysztofie) również.

Nie  o tym chciałem jednak napisać.

Aparat może mieć dziś każdy. Internet codziennie zalewany jest tysiącami (setkami tysięcy?) różnych obrazów. Jedne są lepsze, inne gorsze. Każdy może być fotografem, każdy może założyć na facebooku stronę „Jan Kowalski Photography” i zamieścić ją w rubryce „Artysta”. Każdy może założyć bloga takiego jak ten, by móc publikować na nim cokolwiek. Nikt nikomu nie zabroni. I bardzo dobrze. Egalitaryzm jest dla mnie czymś  w gruncie rzeczy pozytywnym. Elitaryzm  kojarzy mi się ze snobizmem, wywyższaniem się i chamstwem, czyli rzeczami, których po prostu nie znoszę.

Jest jednak coś, co mnie w tym wszystkim martwi. Jakieś dwa lata temu wspólnie ze Świetlicą odwiedziliśmy pewien poznański salon fotograficzny. Nie ważne w jakim celu. Ważne jest to, co wisiało na ścianie. Piękny, przedwojenny portret w formacie 50x70 (lub nawet większym). Sepiowy, wysuszony na blachę i należycie utrwalony baryt. Fantastyczny kadr, genialnie uchwycony moment, wiernie oddane emocje. Ludzie jak żywi, a robota po prostu mistrzowska. Obok wisiały współczesne zdjęcia wykonane przez obecnego właściciela studia. Można o nich powiedzieć tyle, że były ładne. Nic więcej. Fajne foty słodkich bobasów, czy uśmiechniętych dzieciaków idących do pierwszej komunii.

Boguś Biegowski, który był wtedy z nami, skomentował to krótko: „ale fotografia nisko dziś upadła.”. Wówczas nie wiedziałem o co mu dokładnie chodziło. Teraz już wiem.

Fotografia była kiedyś bardzo szanowanym medium. Nie była czymś powszechnie dostępnym, szczególnie w czasach, gdy „raczkowała”. Fotograf miał w sobie coś z magika, choć wydaje mi się, że bardziej odpowiednie byłoby tu przyrównanie go do alchemika – balansującego na pograniczu świata nauki i kuglarstwa mędrca, który w niezrozumiały dla reszty ludzkości sposób utrwalał obraz za pomocą prymitywnych wówczas technologii. Z pewnością nie mógł się tym zająć każdy. Wiedza nie była jedyną barierą. Były nią także koszty. Fotografowaniem (nie tylko zawodowym, ale hobbystycznym także) zajmowały się głównie osoby zamożne i/lub wpływowe.

Swoistej rewolucji dokonał w 1wszej połowie XX-wieku Kodak. Tanie aparaty typu box zaczęły popularyzować fotografię wśród ludzkości. Dzięki prostocie konstrukcji/obsługi i zastosowaniu w nich wygodnych błon zwojowych, typowy John Smith mógł uwieczniać ważne dla niego wydarzenia. Wywołaniem zajmowali się później dysponujący drogim sprzętem specjaliści, więc przeciętny szarak mógł skupić się na obrazowaniu.

Mimo rosnącej popularności, fotografia wciąż cieszyła się szacunkiem. Odbitki trzymano w albumach lub estetycznych ramkach. Fotografowano od święta i raczej nie było ujęć przypadkowych, robionych dla zabawy. Fotografia kosztowała i wymagała elementarnej wiedzy z jej zakresu. Należało kupić film, zapłacić za wywołanie i czekać aż laborant zrobi nam kopie. Zdjęcia były cennymi pamiątkami i przykładano się do szeroko rozumianego rzemiosła przy ich robieniu.

Dziś, widok wydruku w antyramie (lub przyklejonego taśmą klejącą do ściany) nikogo nie dziwi. Nie dziwi również to, co na tych zdjęciach się znajduje. Selfie w brudnym lustrze? Żadna nowość. Chwalenie się nowo zakupionym ciuszkiem/gadżetem na fejsie? Norma. Fota „zmęczonych siatek”  na na stronie typu „Spotted...”? Codzienność. Fajna mina ukochanego pupila? Przecież każdy kliknie „lubię to” pod zdjęciem kotka.

Tak samo jak pod powyższą fotą, która sprowokowała mnie do napisania powyższego. Postanowiłem zrobić pewną prowokację. Sfotografowałem swój swojski obiad i umieściłem go na pewnym portalu społecznośćiowym. Celowo posłużyłem się telefonem komórkowym. Gdybym zrobił to na filmie, ludzie zapewne zaczęliby podejrzewać, że coś jest na rzeczy.

Okazało się, że w ciągu trzech dni obiad pobił rekordy popularności....a przecież to tylko zwykła, ociekająca tłuszczem „śląska” walnięta na kupę niedosmażonej cebuli...

Wielu znajomych „lubi to”. Lubi tego typu zdjęcia. Chyba nisko to wszystko upadło, skoro można sfotografować dziś tłustą kiszkę i spotkać się z taką aprobatą.

Bo jak inaczej to rozumieć?

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Dębina. Punk rock.

Skan kopii stykowej 9x12.


Z przyczyn różnych, w zeszłym roku fotografowałem bardzo mało.

To moje pierwsze zdjęcie w tym roku. Idąc po powyższy kadr zostawiłem trepa w błocie, a przy skaładaniu statywu wpadłem do stawu. Na szczęście tylko po kolana. Złe dobrego początki, oby był to dobry znak. Tak na szczęście. Zresztą...tyle w tym dobrego, że umyłem sobie w ten sposób usyfione buty. A może to kara za zeszłoroczny marazm?

Myślę jednak o czym innym. Podczas przechadzki, w kieszeni jak zwykle towarzyszył mi zajechany walkman.

W bardzo subiektywny sposób sfotografowałem swoją muzykę. 

Choć dla mnie to więcej niż muzyka. Tak było zawsze.


 Dokumentacja - Samsungografia.


Z internetu zniknęło moje ulubione nagranie Walka Dzedzeja (swoją drogą, to bardzo ciekawa postać). Trudno. Będzie cover Robotnika w wykonaniu Ulicznego Opryszka. 12 lat temu uciekłem z domu (ten jeden jedyny raz) na ich koncert do Nowego Tomyśla. Sentyment. Ten czas leci.

Tyle anegdot.