sobota, 13 grudnia 2014

Orwografia sprzed kilku lat

Skan diapozytywu Orwochrom UT20. Termin przydatności 1983. Proces 9165.

To jeden z moich pierwszych slajdów na Orwochromie. Nie miałem jeszcze wprawy w ich wywoływaniu.

Gdybym miał robić to teraz, dałbym więcej bromku do wywoływacza czarnobiałego i skróciłbym odrobinę pierwsze wywoływywanie by pozbyć się żółtej dominanty. Ograniczyłbym również ilość siarczynu sodu w wywoływaczu barwnym by uzyskać silniejsze kolory.

Ale slajdów poprawić się już nie da.

Nie pamiętam również, czy kiedykolwiek wrzucałem tu to zdjęcie. Niewykluczone.





środa, 19 listopada 2014

Best before 1956, czyli walka z wiatrakami

Skan (bez korekcji barwnej) diapozytywu Orwochrom UT18. Termin ważnośći 1990. Proces 9165.

Myślałem, że po Fotonowskich kliszach nic nie jest już mnie w stanie zaskoczyć. Okazało się, że bardzo się myliłem. Jakiś czas temu dostałem dwie paczki starych, barwnych błon ciętych wyprodukowanych w VEB Wolfen przez "Agfę" (zanim tą przemianowano na ORWO, co miało miejsce dopiero w 1964 roku). 

Była to dla mnie nie lada gratka, gdyż termin przydatności tego materiału minął akurat wtedy, gdy poznańscy robotnicy wychodzili na ulice walczyć o wolność i chleb. Best before 1956.

W praktyce okazało się, że moją głowę czekał kubeł zimnej wody. Dostałem nieźle po łapach i wbrew pozorom nie chodzi tu o pokąsane przez TSS ręce (ten środek od jakiegoś czasu wywołuje u mnie spore uczulenie mimo stosowania grubych, atestowanych rękawic), czy sensjacje po formaldehydzie. Wydawać by się mogło, że w przeciągu kilku kolejnych lat nie nawącham się niczego gorszego niż fetor szwedzkiego Surstromminga. Cóż. Tu też się pomyliłem. Filtry klasy A1 nie nadają się do pracy z tym środkiem – odnotować. 

 Materiały barwne starzeją się inaczej niż czarnobiałe, ponieważ poszczególne barwniki mają różną żywnotność. Jedne padają szybciej, inne wolniej, co przeważnie kończy się jakąś dominantą, którą nie zawsze da się okiełznać, czy przewidzieć. Odchylenia barwne nie były jednak największym problemem. Problemem nie był także rekordowy spadek czułości. 

Koncepcja fotografowania na tym pamiątek Czerwca `56 przy pomocy obscury niestety odpada, nawet latem. 

Najbardziej kłopotliwa okazała się sama, bardzo wiekowa emulsja, która przy standardowej (trwającej ponad godzinę) obróbce potrafiła w całości spłynąć z podłoża. Słynne „Orwo mać!”, czyli duma NRD i Deus ex machina. Po kilku nieudanych próbach zorientowałem się, że w procesie należy ograniczyć kontakt z kwasami (czysta woda zamiast przerywacza) by nie fundować materiałowi zbyt dużych i gwałtownych skoków pH. Tego typu wstrząsy fundują pękające później purchle. Niezbędny też był garbnik. Gdyby nie fakt, że chciałem za pomocą tego zdjęcia uczcić 50-lecie marki ORWO, to dawno dałbym sobie z tym spokój.


Kadru nie mam jak pokazać, bo sprawę komplikuje piekielnie gęsta maska (to pozytyw na materiale negatywowym). Szkoda, bo ujęcie zaliczam bardziej udanych "salcesonów fotograficznych" mojego autorstwa.Najprościej zobaczyć to na żywo przy odpowiedniej ku temu okazji. Zdjęcia (nawet te cyfrowe) najlepiej oglądać na własne oczy, bez pośrednictwa monitora. 

Morał z tego jest jeden i chciałbym się tutaj nim podzielić, gdyby okazało się, że powyższe wypociny czyta jakiś podobny do mnie archeolog. Oszczędność i poszukiwanie ciekawej, odpowiedniej formy to jedno. Miejscem dla takich materiałów jest jednak muzeum, gdzie zresztą niebawem znajdzie się opisywana tu „Agfa”. Szkoda zdrowia i czasu na użeranie się z podobnymi zabytkami, choć to niezwykle cenne doświadczenie, a zabawa naprawdę była przednia. Wolny czas lepiej spożytkować na robienie zdjęć - jak nie na czymś świeżym, to przynajmniej na czymś mniej przeterminowanym.




Kolory słabiutkie (za co częściowo odpowiada specyfika kamery otworkowej), ale całość zaskakująco dobrze działa pomimo upływu 58 lat od terminu ważności. Niemcy to jednak potrafili robić...U-booty i negatywy.




wtorek, 4 listopada 2014

62-100, Grunwaldzka/Południowa i Opacka, czyli pożegnanie z Wągrowcem




Skan odbitek barytowych 16x16. Ilford FP4 i Fotopan HL400.

W sumie to będzie tak jakby o umieraniu. Zdjęcia z 1 listopada, święta zmarłych.

Śmieszna sprawa.

Czasem zdarza mi się zastanawiać nad sobą samym. Od dłuższego czasu próbuję określić, czy jestem „jeszcze stamtąd”, czy „już stąd”.

Zawieszony pomiędzy dwoma miejscami. Człowiek właściwie znikąd. Wągrowczanin? Poznaniak? Polak? Nie czuję, abym pasował do jakiejkolwiek z tych szufladek.

Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens w tym, by poszukiwać tego skąd się pochodzi. Nawet ciekawostki z własnych drzew genalogicznych mogą być zwyczajnie zatrważające, więc czasem lepiej nie szukać prawdy.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że tak naprawdę kiepsko znam swoje rodzinne miasto. Wągrowiec, który znam/znałem istnieje jedynie w mojej świadomości. Bywam tu rzadko, kompletnie nie wychwytuję zachodzących w tym mieście zmian.

Jestem święcie przekonany o tym, że wciąż znajdę tu filię Zakładów im. Hipolita Cegielskiego, restaurację „Cysterską”, czy nieistniejącą już od kilkunastu lat cukiernię „Hawana”, gdzie jako dzieciak zajadałem się słodkimi aż do porzygu bezami. Mój umysł nie rejestruję rozkładu i znikania takich miejsc. Każda wizyta kończy się szokiem, bo człowiekowi wciąż wydaje się, że coś nadal trwa. Okazuje się jednak, że nie ma tego już od kilku(nastu?) dobrych lat.

Wyjeżdżając stąd na przełomie 1996/1997 roku zapamiętałem to wszystko inaczej.

Trzeba pogodzić się z tym, że nie ma już miasta ze wspomnień. W jego miejscu funckonuje obecnie zupełnie inny, obcy twór: miasto rond, koni trojańskich (zwanych dyplomatycznie supermarketami), wilków z Wall Street i trumien (bo w czymś trzeba chować miejscowych samobójców).

Stary, znany mi Wągrowiec zmarł już dawno temu. Postanowiłem zapalić mu fotograficzny znicz w postaci powyższego dyptyku.

Może czas zacząć odkrywać miasteczko na nowo? Fotografować tu i teraz. Nie ma przyszłości, przeszłości nie ma również. Nie sposób odnaleźć minionego czasu bez robienia odbiorcy w konia za pomocą mniej lub bardziej skomplikowanych zabiegów formalnych.

(A jeżeli już o formie mowa, to Xtol bardzo dziwnym środkiem jest. Sprawia wrażenie, jakby podwyższał efektywną czułość tak jak Hydrofen)

Po minionym zostają co najwyżej ślady.


wtorek, 28 października 2014

Best before 1965 - IV (Anty)Portret matki, (anty)portret syna


Skan odbitek stykowych 9x12. Fomabrom. Płyty szklane Foton GO 3.0. Termin przydatności 1965.

Ludzie wiedną jak liście.
Z każdą sekundą umieramy starzejąc się. Trujemy się zanieczyszczonym powietrzem, używkami, wzajemnym jadem, śmieciowym jedzeniem i śmieciowymi umowami.


Swoją drogą, mam najfajniejszą na świecie matkę. Mama potrafi obsługiwać aparat wielkoformatowy, więc drugie zdjęcie jest w sumie jej autorstwa.
Oczywiście, nie tylko to czyni ją najlepszą.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Best before 1965 - III

 
 Skan odbitki stykowej 9x12, Fomabrom.

Dochodzę do wprawy, czyli Arek. Wpadł wywołać slajd, wrócił do domu z portretem.

Zrezygnowanie z czarnej płachty było dobrym posunięciem. Przy jaśniejszym tle, włosy portretowanych nie zlewaja się z otoczeniem, a cały ten ciekawy „sznyt”, jaki oferują płyty wychodzi na wierzch. Klawo.

„Pływanie pod prąd bardzo wyrabia mięśnie” - Z.Herbert.

A Foton not dead.

czwartek, 24 lipca 2014

Best before 1965 - II

Skan odbitki stykowej 9x12. Fomabrom.

Kij od szczotki, kilka kształtek hydraulicznych, uchwyt do flagi, gąbka do mycia garów...i jest statyw na głowę. Niecała godzina roboty.

Zauważyłem, że skrajnie zadymione materiały w pewnym momencie zwyczajnie przestają reagować na bromek. Kiedyś trochę o tym czytałem, lecz dopiero przedwczoraj zobaczyłem to w praktyce. Podbicie jego ilości do 20 gram spowodowało jedynie spory spadek czułości przy jednoczesnym wzrośćie kontrastu. 15-17,5g to chyba złoty środek. Cóż zrobić, przy 5 czy 10 gramach nie pojawia się nawet obraz.

Poza tym, szkoda materiału na eksperymenty, jestem zadowolony z tej formy. Losowe plamy, czy defekty emulsji takie jak dziury, retykulacja czy jej miejscowe spływanie dostarczają mi podobnych wrażeń jak kolodion. Każde ze zdjęć żyje swoim własnym życiem (dlatego warto uprawiać fotografię w jej materialnej formie), a loteriada jaka towarzyszy każdemu ujęciu sprawia, że efekt jest nie do powtórzenia. Gdyby wszystko było na jedno kopyto, byłoby po prostu nudno. To fajna zabawa przy okazji której coś powstaje.

Chyba więcej z tego nie wycisnę. W końcu to materiał graficzny, pozbawiony większości półtonów.

Zamiast półtonów, mam na kilku płytach całkiem sympatycznego grzybka. Ciekawe ile ma lat?

niedziela, 20 lipca 2014

Best before 1965

Skan stykówki na papierze Fomaspeed. Płyta graficzna 9x12 Foton GO 3,0 z terminem przydatności 1965. Wywoływacz Foton N-9 z dodatkiem 12,5g Kbr (łącznie 17,5g) na litr.

Cieżko mi naświetlać czułość 1 ASA / 1 DIN moim sprzętem, ale przynajmniej mam okazję by podszkolić się z techniki otwartego flesza.

Darowany materiał (dziękuję L.S) zobowiązuję do robienia na nim zdjęć.  Płyta szklana (czyli prawdziwa klisza)  kojarzy mi się wyłącznie z portretem, więc postanowiłem się przemóc.

Portretowanie ludzi jest nawet fajne, chyba cieszą się jeszcze bardziej niż ja.
Z odbitek na barycie pewnie też będą się cieszyć.

Trzeba tylko go dokupić przy okazji zamawiania emulsji.
Dobrze też wiedzieć, że mam pod domem szklarza.

P.S. Gdyby ktoś dysponował niepotrzebnym statywem do podpierania głowy, to chętnie bym go przygarnął, odkupił na raty lub pożyczył na dłuższy czas.


środa, 21 maja 2014

Autoportret urodzinowy #3

Skan (razem z szybą) odbitki na papierze 13x18.


Symboliczne 27 DIN na 27 urodziny.
Na dobitkę Fotonbrom z terminem ważności do 1987 roku.
Za rok będzie 28 DIN, czyli negatyw będzie forsowany kosztem szczegółów na fotografii. Zupełnie jak u ludzi. Z wiekiem tracimy fizyczną jakość.

A ziarno? Jest jak zmarszczki.Prędzej czy później pojawi się nawet na mniejszych formatach.

Nie wiem czy powyższy kadr powstał bardziej z okazji urodzin, czy raczej z okazji zbliżających się wyborów.

Tak czy inaczej, zdjęcie zrobiłem po 6 rano, przed wyjściem do pracy miałem wywołany negatyw, a do wieczora doschnął mi baryt. Czasami sam siebie zadziwiam.

Grunt, że w tym roku humor dopisywał.



sobota, 10 maja 2014

Otworkowo #7: Warszaty fotografii otworkowej

 Naświetlanie próbne. Puszka po kawie, 5 minut. Fomaspeed. Inwersja cyfrowa (Gimp)

Fajnie wrócić do swojej starej szkoły.
Nie jako uczeń.
Nie jako nauczyciel.
Nie jako woźny.

Ale jako ktoś, kto w Zespole Szkół nr 5 im. Bolesława Chrobrego w Poznaniu prowadził z młodzieżą pinholowe warsztaty.

Warsztatowicze byli raczej zadowoleni.
Niektórzy chcieli biec prosto z zajęć  do pobliskiego sklepu po papier, wywoływacz i utrwalacz. To spory sukces. Nawet jeżeli dotyczy tylko jednego przypadku. Fajnie gdyby chłopak wytrwał w swoim postanowieniu i coś dalej w tym kierunku robił.


Dokumentacja Zorki-1, skan negatywu.




środa, 30 kwietnia 2014

Wiry

Skan stykówki 9x12. Retusz analogowy.

Na papierze jak zwykle wygląda to lepiej. 
Nie wiem jak skanować by wszystko miało ręce i nogi, choć zdjęcie i tak określam jako "Trochę Foma mać, trochę Orwo, trochę nieszczelna kaseta(?)". Chyba nie powinienem się tym jednak przejmować. Wszystko co tu umieszczam to jedynie materiał poglądowy.

Materiał na zasadzie: "cześć, to u mnie słychać".




Skan negatywu. Dokumentacja Zorki  1.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Otworkowo #6: WPPD

Skan negatywu 18x20.Kadrowanie (analogowymi) nożyczkami, inwersja w Gimpie.

W moim pokoju. Pomijając maskę, sfotografowałem to tak jak stało.

W zeszłym roku nie brałem udziału w Światowym Dniu Fotografii Otworkowej, bo byłem zajęty psioczeniem na Czernobyl i zwyczajnie zapomniałem o całej sprawie.

W tym roku zmobilizowałem swojego otworkowego drewniaka. Jego budowa trwała dobry tydzień, więc szkoda by się kurzył. 

Otworzyłem migawkę na 12 godzin i pojechałem bawić się wielkim formatem.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Pamiątkowo #3

Skanografia pełnej klatki.

W całym tym Wielkanocnym szale (w dużej mierze sponsorowanym przez Polmos) zapomniałem otworzyć w Zorce przesłonę. Jedynym ratunkiem dla tej klatki jest prawdopodobnie skaner.

Mimo wszystko, ujęcie postanowiłem sobie zostawić. Babcia bardzo rzadko pozwala się fotografować.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Hoszpital - EP

fot. Hoszpital

Do napisania poniższych wypocin zmusiło mnie nie tyle ostatnie osiągnięcie, co coraz częstsze pytania (czasem nawet wręcz pretensje) ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć czemu od czasu do czasu fotografuję dla kogoś za darmo.

Pojęcia takie jak wrażliwość, osobisty światopogląd, emocje i wewnętrzne, prywatne przeżycia nie są na sprzedaż. Przynajmniej nie powinny. To nie ujęcia paparazzi, o które zabijają się brukowce. Wszak na zdjęciach umieszcza się cząstkę siebie...a oddawanie się komukolwiek w zamian za pieniądz ma już swoją nazwę od wielu stuleci .Oczywiście, nie oznacza to, że postrzegam w ten sposób innych, którzy czerpią różne korzyści ze swoich kadrów.  W moim przypadku, zamiast kupczenia, wolę się tym wszystkim po prostu podzielić. 

Może i należałoby odgraniczyć ducha od ciała, ale zdjęcia są dla mnie kwestią na tyle osobistą, że jest to chyba w zasadzie niemożliwe. Tym samym, nie wiem czy prędzej czy później nie skasuję tej strony i nie zacznę działać pod jakimś pseudonimem. Moment przełomowy jakim jest zakup nieskomplikowanego aparatu wielkoformatowego firmy Ica Dresden jest dość dobrym pretekstem.

Fotografia jest dla mnie pewną formą ucieczki. To pewien alternatywny (i zapewne wyidealizowany) świat, który rządzi się własnymi prawami. Ten, kto zna choć trochę polską muzykę punk-rockową, powinien wiedzieć o co chodzi. Nie więc sensu się rozpisywać. Gdybym miał czerpać ze swoich zdjęć jakiekolwiek korzyści materialne, to już dawno przestałbym szanować to co robię. W moim świecie nie wszystko jest na sprzedaż. Poza tym, nie uważam żeby cokolwiek z mojej twórczości kwalifikowałoby się do wyceny.

Może i trzeba włożyć coś do przysłowiowego gara, a to co napisałem jest naiwne i/lub wyolbrzymione. Mam jednak nadzieję, że życie nigdy nie zmusi mnie do handlowania własnymi ujęciami. Po prostu chciałbym, aby któregoś dnia przy ul. Skockiej w Wągrowcu chowano do ziemi uśmiechniętego, zadowolonego z siebie trupa.

Nikt nie musi tego rozumieć.

Tymczasem zapraszam do posłuchania sobie muzyki:


środa, 2 kwietnia 2014

Studium koszmaru: Cytadela, szkice formalne.

Skan diapozytywu Orwochrom UT20. Wywołany w dedykowanym procesie C9165. Termin ważności 1983 lub 1988 (data nieczytelna).

Skan negatywu Orwocolor NC3 wywołanego jako slajd (cross) w procesie C9165.
Termin ważności minął ok. 1975 roku.

Czas działać dalej. Mam już pewien plan (jest plan, jest klawo jak cholera), a po niedzielnej próbie już wiem jak zamierzam go zrealizować.

Szkoda, że nie udało mi się zrobić dobrej fotografii dębieckiego "bohomaza" (tak nazywali go mieszkańcy ul. Wiklinowej). Niestety, miesiąc temu go rozebrali.

Gdyby nie pewien blok, oglądałbym go codziennie przez okno.



czwartek, 27 marca 2014

Poznań, ul.Jaworowa/Racjonalizatorów

skan odbitki na papierze 18x24.


Skończyłem prace nad wywoływaczem. Jak na 27 DIN, mały obrazek i radziecką optykę jest całkiem klawo. Ostry i dobrze wypracowany negatyw zawsze można spieprzyć przy odbijaniu.

(oczywiście, gdy najdzie człowieka taka ochota).

Odwrotna kolejność nie zawsze jest możliwa, więc lepiej mieć dobry materiał wyjściowy. Tym samym, warto poszukiwać i kombinować, choć od paru dni uporczywie uskuteczniam naświetlanie zdjęć na szmatach.

W okolicznych lumpeksach powoli zaczyna brakować prześcieradeł, ale dzięki temu zaczynam panować nad procesem.

To jedno z dwóch zdjęć, które udało mi się jeszcze upolować. Niestety, już wyłażą.

M.Raczkowski

Poczekam jeszcze parę tygodni by powtórzyć ten kadr. Po pojawieniu się pierwszych liści, zdjęcie będzie miało równie ciekawą (choć odrobinę inną) wymowę.






Jak okiem sięgnąć front.




niedziela, 9 marca 2014

Poznań, Os.Dębina

Skan odbitki ok 20x20 cm + ramka i taśma, czyli takie tam z Rolleicorda.

Prawdopodobnie jest to ostatnie zdjęcie z tej serii/cyklu. Niestety coraz trudniej o właściwe światło, które tak bardzo jest mi do tych ujęć potrzebne.

Być może dokończę to w przyszłym roku.
Upierdliwe słońce jest jednak całkiem fajne do Orwocoloru, mam jeszcze kilka rolek starego (ale czy dobrego?) UT18.

Oprócz aspektów czysto praktycznych (te śmiecie mają dziś bardzo  niską czułość, lodówkowego rekordzistę szacuję na 1-3 DIN), to silne słońce bardzo mocno kojarzy się nam  z barwną fotografią amatorską, szczególnie w rodzinno-pamiątkowym wydaniu.

Lecz czy tylko amatorską?

Rynek w Chodzieży 1986, skan pocztówki wyd. KAW.

 To moja ulubiona pocztówka...chyba ze względu na tą czarną Wołgę. O zgrozo, ona istnieje.

(Choć mnie straszono już Cyganami, lecz Ci na szczęście nigdy mnie nie zabrali, gdy byłem niegrzeczny. Mimo wszystko,  po dziś dzień panicznie się ich boję.)




Tak czy inaczej, może jeszcze coś się uda zrobić.
 



niedziela, 2 marca 2014

Wągrowiec, Plac Zwycięstwa


Skanografie z negatywu Orwo UN54.

Żyję prawie 27 lat, a nigdy dotąd nie zawitałem na  wągrowieckim Berdychowie. W mglisty, pierwszomarcowy poranek zapuściłem się tam po raz pierwszy, choć głównym celem moich odwiedzin było obejrzenie i ewentualny zakup wymarzonej kurtki.

 Aparat zabrałem ze sobą przy okazji. I tak zamierzałem sprawdzić działanie ostatnio opracowanego, autorskiego wywoływacza na bazie klasycznej formuły Beutlera. Jestem bliski uzyskania środka, który będzie spełniał wszystkie moje oczekiwania. Z poczciwego Heliosa można jednak bat ukręcić.

To specyficzne miejsce, które znacznie różni się od pozostałych części mojego miasta. Może chodzi o nazwy (szczególnie te dawne) ulic ? Rodzaj zabudowy? Położenie na krańcu miasta? Możliwe. Choć nie znam historii tego miejsca, czułem się tam podobnie jak na poznańskim Świerczewie. Podobna, trudna do nazwania atmosfera.

Tylko jest tam znacznie ciszej.

sobota, 22 lutego 2014

Jeżyce


Skany odbitek na papierze 18x24.

Przechodziłem, złapałem na małoobrazkowym Orwosie.

Dostałem ostatnio w prezencie maskowncię od Pana Lecha Szymanowskiego, za co bardzo dziękuje.

Jak widać, sprzęt już się przydaje.

piątek, 21 lutego 2014

Luksografia #2


 Skany luksografii 9x13, polietylen.

Tym razem padło na indyka w galarecie i "Przysmak Puchatka", który przypomina malowaną mortadelę.

Reszta radosnej  twórczości jeszcze dosycha na szybie.

niedziela, 9 lutego 2014

Autoportret(?) inscenizowany

Skan odbitki 16x18 cm (+ramka i taśma).

Często mówi się, że dobry portret to taki, który oprócz szeroko rozumianych walorów arystyczno/warsztatowych dość dobrze odzwierciedla osobowość osoby fotografowanej. Właśnie dlatego, zazwyczaj unikam fotografowania ludzi (nie ważne, czy na pierwszym, czy n-tym planie), których znam słabo. Po prostu "tego" nie czuję i wykręcam się wtedy prostym "nie potrafię" lub "mam kiepski film w aparacie, źle wyjdziesz".

Co jednak z portretem insenizowanym, ustawianym, przebieranym? Na ile jest on odbiciem czyjejś osobowości, charakteru, stylu bycia? Ile jest w tym wszystkim człowieka, a ile maskarady i bujdy?  Czy pod "charakteryzacją oraz proszę spojrzeć w prawo, dobrać uśmiech numer pięć i unieść brodę do góry" nie jest ukrywane prawdziwe ludzkie oblicze? W tym wypadku, mamy do czynienia ze zdjęciem kukły. Człowiek, którym dyryguje fotograf sprowadzany jest do roli przedmiotu, formy.

Być może jest jednak tak, jak powiedział kiedyś W.Jagiełłowicz. Może nawet poprzebierane modelki za pomocą swej pozy, nawet nieświadomie pokazują to jakie chciałyby być. Zdjęcie wtedy coś wyraża, choć na dobrą sprawę każde o czymś mówi.

Choć miałem tego nie robić, postanowiłem chociaż na chwilę zostać kimś innym pod pretekstem wypróbowania "nowego starego" aparatu mieszkowego 6x6/6x4,5.
 Postanowiłem go kupić ze względu na prymitywny, dość miękko rysujący obiektyw: Meyer-Optik Trioplan. Jak dla mnie, w dzisiejszej  fotografii za dużo jest kalki, a  za mało plastyki.

Bo w końcu, fotograficznie mogę robić co chcę. Fajnie określił to p. Henryk Król: "Oaza wolnośći".

P.S. Wszelkie podobieństwo do tow. generała jest całkowicie przypadkowe :)

niedziela, 2 lutego 2014

Zielone Wzgórza #2


(skany odbitek 20x20)

Nie lubię nadawania tytułów swoim zdjęciom, ale na blogspocie trzeba zawsze cośtam wpisać by się potem nie pogubić.

To na tyle.


wtorek, 21 stycznia 2014

Solarigrafia

Skan solarigrafii 24x30. Inwersja barw i stron dokonana za pomocą skanera.

Sprzątania kuchniociemni ciąg dalszy. Kiedyś chciałem sprawdzić, czy da się zrobić metodą solarigrafii barwną kopię stykową. 

Naświetliłem arkusz (polietylen), wcisnąłem mięzdy kartki pierwszej, lepszej książki...i zapomniałem o sprawie na rok lub dwa. Nie wiem dlaczego z biegiem czasu nie odbiły się na tym litery.

Niemniej jednak, to bardzo ciekawa forma. Może ją kiedyś do czegoś wykorzystam, choć konieczność skanowania jakoś do mnie nie przemawia. Można jednak zrobić to inaczej: klawo byłoby powiesić kiedyś znikającą wystawę.

Gdyby dotyczyła np. przemijania, widz mógłby przez kilka dni (godzin?) obserwować ów proces będący zarazem swoistym spektaklem, happeningiem, czy zwykłym wydziwianiem. Tak czy inaczej, nadałoby to fotografii pewien dodatkowy "wymiar".

Zdjęcie znikające w czasie rzeczywistym. Taki antypolaroid.

Zawsze lubiłem zdjęcia żyjące swoim życiem: te podniszczone czy wyblakłe.

Oryginał (wydruk cyfrowy), gdzieś się zapodział. Póki co, to jedyna moja fotograficzna pamiątka z tamtego meczu (Zagłębie Lubin - Warta Poznań 13.05.2009).



Wygraliśmy wtedy 2:1. Pojechałem na mecz, wróciłem do domu 3 dni później.
To były nawet fajne czasy, bo kibicowski rozdział mojego życia jest już od dłużego czasu zamknięty.



środa, 15 stycznia 2014

Luksografia


Skan luksografii 9x13
 
Skan luksografii 18x24.

W ramach sprzątania "pracowni" i eskperymentów (zapewne w sporej mierze inspirowanych ostatnią twórczością W.J), postanowiłem  naświetlić na arkuszach niewiawdomego pochodzenia...salceson. To rzecz, która na dobrą sprawę dość mocno kojarzy mi się z moimi fotografiami, Oczywiście formalnie, ale czy tylko?

Przy okazji, wyszedłem najedzony tym "gastronomicznym überturpizmem" z ciemni.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Kolejna Orwografia

 Skan odbitki barytowej 12x12, Fotonbrom.

"(...)To czasy zbrodniarzy,
Głupców i handlarzy,
Coraz więcej pustych twarzy,
Coraz ciaśniej jest na plaży(...)"