Wiele ostatnio czytam i słyszę o roli
świadomości w fotografii i jej nieocenionym wpływie zarówno na
formę, jak i treść końcowego obrazu.
Nie przepadam za typowo akademickimi
wywodami, więc postanowiłem sprawdzić teorię o jej priorytecie w
praktyce.
Przeprowadziłem zatem (kolejny) radykalny
eksperyment. Redukując IQ fotografującego do minimum, de facto
usunąłem z całego procesu świadomość. Jeśli czegoś (tak
istotnego!) nagle zabraknie, to ewentualną różnicę da się
wychwycić od razu.
Dodatkowo, wyeliminowałem (świadome)
myślenie formalne dobierając negatyw, standard naświetlania,
aparat i obiektyw za pomocą zwykłej kostki do gry. Wybór
Fotopan(k)a FF niewiadomego pochodzenia był wbrew pozorom
przypadkowy. W mojej lodówce pełno jest różnych śmieci i po
wszystkim cieszę się, że nie padło na jakikolwiek materiał
barwny. Negatyw postanowiłem zeskanować (jako pełne klatki), by
zminimalizować ryzyko własnej (świadomej) manipulacji podczas powiększania.
O (ewentualnej) zawartości filmu
dowiedziałem się dopiero po otworzeniu koreksu. Nie pamiętam
żadnego ujęcia.
Przy okazji dowiedziałem się bardzo
wiele o sobie. Zarówno o tym, co zalega w najgłębszych zakamarkach
mojego umysłu, jak i o tym na co zwracam uwagę...nawet
nieświadomie i z mocno przytłumioną percepcją. W pewien sposób
wyraziłem siebie, coś jednak przekazałem.
O dziwo nie sfotografowałem żadnej
ładnej dziewczyny. Najwyraźniej wszystkie musiały (jak zwykle) uciekać
na mój widok :)
Na koniec doszedłem do paru wniosków. Albo nigdy nie fotografowałem świadomie i nigdy nie
podskoczę wyżej niż szeregowy fotoamator, albo świadomość jest
b.mocno przeceniana. Na paru klatkach widzę, że znajdują się na
nich motywy, które czasami obrazuję. Są też gnioty, ale te
trafiają się zawsze – przede wszystkim na małym, 36-klatkowym
obrazku.
Tak. Boję się wielkiego przemysłu
niszczącego wszystko co żyje, wojen , wszelkiej maści świątyń
czy radykalnych postaw społecznych. Sporo z tych obaw i irytujących
mnie elementów rzeczywistości zostało uwiecznionych na filmie.
Byle jak, ale nie o to przecież
chodziło.. W tym przypadku interesowała mnie treść lub ogólny
jej zarys. Pokazuję takie rzeczy nawet przy trzeźwym umyśle. Dziwi mnie jedno. Jakim cudem ponaświetlałem wszystko poprawnie? Tego nie dowiem się nigdy. Najwyraźniej obsługę Praktici mam
wyćwiczoną na poziomie prostych, niemal pierwotnych odruchów.
Jest również bardzo możliwe, że
doszukuję się tu czegoś na siłę. Może potrafię to wszystko
odczytać i wyczuwam o co mogło mi chodzić, bo znam siebie? Nie
potrafię obiektywnie oceniać swojej „twórczości”. Całkowicie
pewne jest jedynie to, że kadry w uderzający sposób przypominają
te, które powstawały na początku mojej przygody z robieniem zdjęć.
Świadomość jest bardzo ważna, ale nie najważniejsza. W paru przypadkach mogłem zrobić ciekawe ujęcia, gdybym odpowiednio wszystko pokazał (np. robiąc parę kroków w bok na Placu Mickiewicza). Kogoś może zaintrygować taki celtyk na gadającej budce.Pstrykając mu telefonem fotkę uwieczni (nieświadomie) znajdujące się na drugim planie pierwszomajowe flagi. Ma w tym przypadku mistrza drugiego planu nadającemu kadrowi jakiś przekaz. Jak mawia stare porzekadło: raz na sto lat i ślepej kurze trafi się ziarnko.
Nie wiem czy to co napisałem powyżej ma jakikolwiek sens. Musiałbym zrobić z tego cyrku dłuższy proceder by mieć jakieś porównanie i zapewnić sobie powtarzalność wyników potwierdzających wszystkie hipotezy.
Nie wiem czy to co napisałem powyżej ma jakikolwiek sens. Musiałbym zrobić z tego cyrku dłuższy proceder by mieć jakieś porównanie i zapewnić sobie powtarzalność wyników potwierdzających wszystkie hipotezy.
Mam nadzieję, że powyższy, jednorazowy eksperyment przyczyni się do mojego rozwoju i nie zaliczy mnie do grona potencjalnych kandydatów do nagrody Darwina :)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz