sobota, 19 października 2013

"Taka tam fota"

(Skan diapozytywu Orwochrom UT20, termin przydatności 1988, bez korekcji barwnej. Proces 9165.)


Dostałem wczoraj dość ciekawy tekst (A.Wodnicki „Fotograf) do poczytania. W telegraficznym skrócie, opowiada o Fotografie, który przez cały czas pozostawał w cieniu. Właściwie, nikt go nigdy nie zauważył, nie docenił. Nie obracał się więc w elitarno-wernisażowych gronach w których poruszano bardzo ważne tematy.

Gość robił po prostu swoje. W pełni oddawał się fotografowaniu Rodanu, gdyż widział w tej rzece coś szczególnego, coś czego nikt inny nie dostrzegał. Fotografując Rodan, wyrażał siebie pokazując poprzez liczne fotografie swoją pasję i fascynację rzeką. Dla reszty był jedynie niegroźnym wariatem. Jego ujęcia traktowano jako ekscentryczną fanaberię nie mającą zbyt wiele wspólnego ze sztuką, ponieważ nie opowiadały o sprawach bardzo medialnych, kontrowersyjnych, umoralniających i egzotycznych. W jego kadrach nie było sensacji, którą wszyscy chcieliby zobaczyć.

Dla autora tekstu był jednak Fotografem. O byciu fotografem nie decyduje sprzęt, sława, pieniądze czy ukończona szkoła. Co więc decyduje?

Wywołując dziś 35-letniego Ilforda w koreksie z napisem „tank dla fotoamatorów, fotografów i fotografików” zastanawiałem się, kim wlaściwie jestem. Fotoamatorem, fotografikiem, czy fotografem?

Mimo wszystko, wolę celowo określać się mianem fotomatora z bardzo prostego powodu. Piekielnie boję się tego, by nie stać się człowiekiem przemądrzałym, małostkowym i zadufanym w sobie. Nie chciałbym być jednym z tych, których nie darzę sympatią. Głupim bucem, któremu wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy, bo jest prawdziwym twórcą. Te typowo ludzkie cechy wywołują u mnie swoistą reakcję alergiczną.

Duży wpływ ma na mnie stara muzyka punk-rockowa, która nauczyła mnie pewnych postaw. I ta też muzyka zagra w Wągrowcu na moim pogrzebie, gdy będą wrzucać mi do trumny rolkę amatorskiego filmu Orwo.

Oczywiście, bohater tekstu Wodnickiego taki nie był. Wręcz przeciwnie. Po prostu boję się tego, by nie obrosnąć w  piórka, tylko dlatego że ktoś nazwie mnie Fotografem.

Na dobrą sprawę to tylko tytuł, tak jak magister, inżynier, pułkownik czy biskup. Najważniejszy jest człowiek, jego osobowość oraz to, co ma do powiedzenia.

Słowo amator ma dla mnie również szczególne znaczenie. Amator robi coś, co  kocha.
Oprócz tego, ranga amatora mobilizuje mnie do ciągłej pracy, nawet jeżeli ktoś uzna moje zdjęcia za bezwartościowe i nic w nich nie znajdzie poza obrazem.

A może każde zdjęcie coś wyraża? Nawet jeżeli jest zrobione przez osobę, która postanawia uwiecznić np. ładnego kwiatka . Wyraża pewien zachwyt, pokazuje na co autor zwraca uwagę. Uwaga ma bowiem to do siebie, że jest wybiórcza.

Nawet pstryknięta łapowyzwalaczem sweet focia z dziubkiem ma jakiś wyraz. Np. samozachwytu nad sobą samym: „ale dziś pięknie wyglądam, muszę to uwiecznić.”

Być może jest to doszukwianie się w tym wszystkim sensu na siłę, ale każdy medal ma dwie strony. Na świecie tak naprawdę prawie nie ma rzeczy, które są w pełni czarne lub białe. Na dodatek, bywam dość upierdliwy w swoich dociekaniach. Oczywiście, cały czas mowa o przekazie, a nie walorach artystycznych lub ich braku.

Nie wiem co autor tego paskudztwa miał na myśli. Dlatego to uwieczniłem. Mogę się założyć, że odbiorca zdjęcia też nie wie o co mi chodziło.

I tak ma być.

Mijamy takie padliny niemal codziennie, choć nie zawsze wiemy co mają przedstawiać. Ilu z nas się nad tym zastanawia? Jak często myślimy o tym co nas otacza?

Mam jednak wrażenie, że powiedziałem już za dużo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz