(Skan diapozytywu Orwochrom UT20, termin przydatności 1988, bez korekcji barwnej. Proces 9165.)
Dostałem wczoraj dość ciekawy tekst
(A.Wodnicki „Fotograf) do poczytania. W telegraficznym skrócie,
opowiada o Fotografie, który przez cały czas pozostawał w cieniu.
Właściwie, nikt go nigdy nie zauważył, nie docenił. Nie obracał
się więc w elitarno-wernisażowych gronach w których poruszano
bardzo ważne tematy.
Gość robił po prostu swoje. W pełni
oddawał się fotografowaniu Rodanu, gdyż widział w tej rzece coś
szczególnego, coś czego nikt inny nie dostrzegał. Fotografując
Rodan, wyrażał siebie pokazując poprzez liczne fotografie swoją
pasję i fascynację rzeką. Dla reszty był jedynie niegroźnym
wariatem. Jego ujęcia traktowano jako ekscentryczną fanaberię nie
mającą zbyt wiele wspólnego ze sztuką, ponieważ nie opowiadały
o sprawach bardzo medialnych, kontrowersyjnych, umoralniających i
egzotycznych. W jego kadrach nie było sensacji, którą wszyscy
chcieliby zobaczyć.
Dla autora tekstu był jednak
Fotografem. O byciu fotografem nie decyduje sprzęt, sława,
pieniądze czy ukończona szkoła. Co więc decyduje?
Wywołując dziś 35-letniego Ilforda w
koreksie z napisem „tank dla fotoamatorów, fotografów i
fotografików” zastanawiałem się, kim wlaściwie jestem.
Fotoamatorem, fotografikiem, czy fotografem?
Mimo wszystko, wolę celowo określać
się mianem fotomatora z
bardzo prostego powodu. Piekielnie boję się tego, by nie stać się
człowiekiem przemądrzałym, małostkowym i zadufanym w sobie. Nie
chciałbym być jednym z tych, których nie darzę sympatią. Głupim
bucem, któremu wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy, bo jest prawdziwym twórcą. Te typowo ludzkie cechy wywołują u mnie swoistą reakcję
alergiczną.
Duży wpływ ma na mnie stara muzyka punk-rockowa, która nauczyła mnie pewnych postaw. I ta też muzyka zagra w Wągrowcu na moim pogrzebie, gdy będą wrzucać mi do trumny rolkę amatorskiego filmu Orwo.
Oczywiście, bohater tekstu Wodnickiego taki nie był. Wręcz przeciwnie. Po prostu boję się tego, by nie obrosnąć w piórka, tylko dlatego że ktoś nazwie mnie Fotografem.
Duży wpływ ma na mnie stara muzyka punk-rockowa, która nauczyła mnie pewnych postaw. I ta też muzyka zagra w Wągrowcu na moim pogrzebie, gdy będą wrzucać mi do trumny rolkę amatorskiego filmu Orwo.
Oczywiście, bohater tekstu Wodnickiego taki nie był. Wręcz przeciwnie. Po prostu boję się tego, by nie obrosnąć w piórka, tylko dlatego że ktoś nazwie mnie Fotografem.
Na
dobrą sprawę to tylko tytuł, tak jak magister, inżynier,
pułkownik czy biskup. Najważniejszy jest człowiek, jego osobowość
oraz to, co ma do powiedzenia.
Słowo amator ma dla mnie również szczególne znaczenie. Amator robi coś, co kocha. Oprócz tego, ranga amatora mobilizuje mnie do ciągłej pracy, nawet jeżeli ktoś uzna moje zdjęcia za bezwartościowe i nic w nich nie znajdzie poza obrazem.
Słowo amator ma dla mnie również szczególne znaczenie. Amator robi coś, co kocha. Oprócz tego, ranga amatora mobilizuje mnie do ciągłej pracy, nawet jeżeli ktoś uzna moje zdjęcia za bezwartościowe i nic w nich nie znajdzie poza obrazem.
A może każde zdjęcie coś wyraża?
Nawet jeżeli jest zrobione przez osobę, która postanawia uwiecznić
np. ładnego kwiatka . Wyraża pewien zachwyt, pokazuje na co autor
zwraca uwagę. Uwaga ma bowiem to do siebie, że jest wybiórcza.
Nawet pstryknięta łapowyzwalaczem
sweet focia z dziubkiem ma jakiś wyraz. Np. samozachwytu
nad sobą samym: „ale dziś pięknie wyglądam, muszę to
uwiecznić.”
Być może jest to doszukwianie się w
tym wszystkim sensu na siłę, ale każdy medal ma dwie strony. Na
świecie tak naprawdę prawie nie ma rzeczy, które są w pełni
czarne lub białe. Na dodatek, bywam dość upierdliwy w swoich
dociekaniach. Oczywiście, cały czas mowa o przekazie, a nie
walorach artystycznych lub ich braku.
Nie wiem co autor tego paskudztwa miał
na myśli. Dlatego to uwieczniłem. Mogę się założyć, że
odbiorca zdjęcia też nie wie o co mi chodziło.
I tak ma być.
Mijamy takie padliny niemal codziennie, choć nie zawsze wiemy co mają przedstawiać. Ilu z nas się nad tym zastanawia? Jak często myślimy o tym co nas otacza?
Mam jednak wrażenie, że powiedziałem już za dużo.
I tak ma być.
Mijamy takie padliny niemal codziennie, choć nie zawsze wiemy co mają przedstawiać. Ilu z nas się nad tym zastanawia? Jak często myślimy o tym co nas otacza?
Mam jednak wrażenie, że powiedziałem już za dużo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz