wtorek, 4 listopada 2014

62-100, Grunwaldzka/Południowa i Opacka, czyli pożegnanie z Wągrowcem




Skan odbitek barytowych 16x16. Ilford FP4 i Fotopan HL400.

W sumie to będzie tak jakby o umieraniu. Zdjęcia z 1 listopada, święta zmarłych.

Śmieszna sprawa.

Czasem zdarza mi się zastanawiać nad sobą samym. Od dłuższego czasu próbuję określić, czy jestem „jeszcze stamtąd”, czy „już stąd”.

Zawieszony pomiędzy dwoma miejscami. Człowiek właściwie znikąd. Wągrowczanin? Poznaniak? Polak? Nie czuję, abym pasował do jakiejkolwiek z tych szufladek.

Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens w tym, by poszukiwać tego skąd się pochodzi. Nawet ciekawostki z własnych drzew genalogicznych mogą być zwyczajnie zatrważające, więc czasem lepiej nie szukać prawdy.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że tak naprawdę kiepsko znam swoje rodzinne miasto. Wągrowiec, który znam/znałem istnieje jedynie w mojej świadomości. Bywam tu rzadko, kompletnie nie wychwytuję zachodzących w tym mieście zmian.

Jestem święcie przekonany o tym, że wciąż znajdę tu filię Zakładów im. Hipolita Cegielskiego, restaurację „Cysterską”, czy nieistniejącą już od kilkunastu lat cukiernię „Hawana”, gdzie jako dzieciak zajadałem się słodkimi aż do porzygu bezami. Mój umysł nie rejestruję rozkładu i znikania takich miejsc. Każda wizyta kończy się szokiem, bo człowiekowi wciąż wydaje się, że coś nadal trwa. Okazuje się jednak, że nie ma tego już od kilku(nastu?) dobrych lat.

Wyjeżdżając stąd na przełomie 1996/1997 roku zapamiętałem to wszystko inaczej.

Trzeba pogodzić się z tym, że nie ma już miasta ze wspomnień. W jego miejscu funckonuje obecnie zupełnie inny, obcy twór: miasto rond, koni trojańskich (zwanych dyplomatycznie supermarketami), wilków z Wall Street i trumien (bo w czymś trzeba chować miejscowych samobójców).

Stary, znany mi Wągrowiec zmarł już dawno temu. Postanowiłem zapalić mu fotograficzny znicz w postaci powyższego dyptyku.

Może czas zacząć odkrywać miasteczko na nowo? Fotografować tu i teraz. Nie ma przyszłości, przeszłości nie ma również. Nie sposób odnaleźć minionego czasu bez robienia odbiorcy w konia za pomocą mniej lub bardziej skomplikowanych zabiegów formalnych.

(A jeżeli już o formie mowa, to Xtol bardzo dziwnym środkiem jest. Sprawia wrażenie, jakby podwyższał efektywną czułość tak jak Hydrofen)

Po minionym zostają co najwyżej ślady.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz