środa, 19 listopada 2014

Best before 1956, czyli walka z wiatrakami

Skan (bez korekcji barwnej) diapozytywu Orwochrom UT18. Termin ważnośći 1990. Proces 9165.

Myślałem, że po Fotonowskich kliszach nic nie jest już mnie w stanie zaskoczyć. Okazało się, że bardzo się myliłem. Jakiś czas temu dostałem dwie paczki starych, barwnych błon ciętych wyprodukowanych w VEB Wolfen przez "Agfę" (zanim tą przemianowano na ORWO, co miało miejsce dopiero w 1964 roku). 

Była to dla mnie nie lada gratka, gdyż termin przydatności tego materiału minął akurat wtedy, gdy poznańscy robotnicy wychodzili na ulice walczyć o wolność i chleb. Best before 1956.

W praktyce okazało się, że moją głowę czekał kubeł zimnej wody. Dostałem nieźle po łapach i wbrew pozorom nie chodzi tu o pokąsane przez TSS ręce (ten środek od jakiegoś czasu wywołuje u mnie spore uczulenie mimo stosowania grubych, atestowanych rękawic), czy sensjacje po formaldehydzie. Wydawać by się mogło, że w przeciągu kilku kolejnych lat nie nawącham się niczego gorszego niż fetor szwedzkiego Surstromminga. Cóż. Tu też się pomyliłem. Filtry klasy A1 nie nadają się do pracy z tym środkiem – odnotować. 

 Materiały barwne starzeją się inaczej niż czarnobiałe, ponieważ poszczególne barwniki mają różną żywnotność. Jedne padają szybciej, inne wolniej, co przeważnie kończy się jakąś dominantą, którą nie zawsze da się okiełznać, czy przewidzieć. Odchylenia barwne nie były jednak największym problemem. Problemem nie był także rekordowy spadek czułości. 

Koncepcja fotografowania na tym pamiątek Czerwca `56 przy pomocy obscury niestety odpada, nawet latem. 

Najbardziej kłopotliwa okazała się sama, bardzo wiekowa emulsja, która przy standardowej (trwającej ponad godzinę) obróbce potrafiła w całości spłynąć z podłoża. Słynne „Orwo mać!”, czyli duma NRD i Deus ex machina. Po kilku nieudanych próbach zorientowałem się, że w procesie należy ograniczyć kontakt z kwasami (czysta woda zamiast przerywacza) by nie fundować materiałowi zbyt dużych i gwałtownych skoków pH. Tego typu wstrząsy fundują pękające później purchle. Niezbędny też był garbnik. Gdyby nie fakt, że chciałem za pomocą tego zdjęcia uczcić 50-lecie marki ORWO, to dawno dałbym sobie z tym spokój.


Kadru nie mam jak pokazać, bo sprawę komplikuje piekielnie gęsta maska (to pozytyw na materiale negatywowym). Szkoda, bo ujęcie zaliczam bardziej udanych "salcesonów fotograficznych" mojego autorstwa.Najprościej zobaczyć to na żywo przy odpowiedniej ku temu okazji. Zdjęcia (nawet te cyfrowe) najlepiej oglądać na własne oczy, bez pośrednictwa monitora. 

Morał z tego jest jeden i chciałbym się tutaj nim podzielić, gdyby okazało się, że powyższe wypociny czyta jakiś podobny do mnie archeolog. Oszczędność i poszukiwanie ciekawej, odpowiedniej formy to jedno. Miejscem dla takich materiałów jest jednak muzeum, gdzie zresztą niebawem znajdzie się opisywana tu „Agfa”. Szkoda zdrowia i czasu na użeranie się z podobnymi zabytkami, choć to niezwykle cenne doświadczenie, a zabawa naprawdę była przednia. Wolny czas lepiej spożytkować na robienie zdjęć - jak nie na czymś świeżym, to przynajmniej na czymś mniej przeterminowanym.




Kolory słabiutkie (za co częściowo odpowiada specyfika kamery otworkowej), ale całość zaskakująco dobrze działa pomimo upływu 58 lat od terminu ważności. Niemcy to jednak potrafili robić...U-booty i negatywy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz