Skan odbitki 18x24 na papierze Fomabrom. Negatyw Orwo UN54.
Z okazji 1 maja, czyli czerwonego święta pracy postanawiam podzielić się tu pewną, lokalną historią, ponieważ nie zdążyłem zrobić tego przed końcem lutego.
Codziennie mijam ten
obiekt jadąc do pracy. Od początku zastanawiam się: czemu jeszcze
go nie rozebrano?
Pewnego dnia nie
wytrzymałem. Zacząłem pytać, drążyć, poszukiwać. I słusznie.
Znajdująca się w
przy ul. Armii Poznań dzwonnica (tudzież to, co z niej pozostało)
pamięta świetność Wielkopolskich Zakładów Przemysłu
Ziemniaczanego w Luboniu. Pamięta również wydarzenia z 22 lutego 1972 roku.
Poza mieszkańcami
Lubonia, mało kto o tym słyszał. Ówczesne władze miały wielki
talent w kwestii tuszowania niewygodnych wypadków (choć współcześni
włodarze nie są od nich pod tym względem gorsi), więc cała
historia została zwyczajnie zamieciona pod dywan.
„Dziś z wielkiej fabryki przy ul. Armii Poznań pozostało tylko kilka zabytkowych budynków i biurowiec zarządu przedsiębiorstwa, które swoją produkcję przeniosło do fabryki w Stawie. Pomnik upamiętniający tragedię pracowników „dekstryny” stoi na prywatnym terenie. Może nadszedł czas, aby przenieść go w inne miejsce? Na przykład na cmentarz komunalny? Tam rodziny ofiar miałyby łatwiejszy dostęp do tablicy upamiętniającej ich najbliższych… Na miejscu zdarzenia wystarczyłoby wmurować specjalną płytę, która znaczyłaby miejsce i nikomu nie przeszkadzała, tak, jak symboliczne nagrobki królów w posadzce katedry poznańskiej. Z okazji okrągłej (35.) rocznicy zdarzenia, Rada Miasta Luboń przyjęła specjalną uchwałą tekst tzw. „apelu pamięci”. Za słowami niestety nie poszły czyny. Ofiary „dekstryny” nadal czekają na godne miejsce w historii miasta…”
Nie wiem od kiedy trwa proces rozbiórki obiektu. Demontaż przerwano,
ponieważ jest to zabytek. Pewniakiem jest jednak to, że całość
od lat stoi zawieszona na granicy bytu i niebytu. Ani zniszczyć,
ani odbudować. Ani wóz, ani przewóz. Pat.
Być może, prędzej czy
później wieża „spłonie w niewyjaśnionych okolicznościach”,
czyli skończy dokładnie tak jak wiele innych, poprzemysłowych i
zabytkowych budynków (vide komora odsłuchowa Tonsilu we Wrześni).
Morał z tego jest prosty i oczywisty: warto szukać drugiego dna nawet w najbardziej banalnych i powszednich elementach codzienności.

Byłem w tym zakładzie. Weszliśmy od strony Warty czyli od tyłu. Kiedy dotarliśmy do ulicy złapali nas :) Wtedy budynków było sporo jeszcze.
OdpowiedzUsuńWiem nawet którędy - nie sposób tą dziurę w murze przeoczyć ;) Jest jeszcze drugie "wejście". Wystarczy iść ścieżką, która biegnie za "boiskiem" ;)
UsuńMimo wszystko, nie właziłem. Kadr z przystanku autobusowego wystarczył ;)
Tuszowanie i "sprawy polityczne"... Czasy się zmieniły, ale zapędy pozostały do dziś. I "spraw politycznych" się nie ruszało, jak sprawy nie dawało się ruszyć to pewnie była "polityczna"...
OdpowiedzUsuńI zobacz punkciepotrójny jaki ten świat mały.
UsuńCzwarte stamtąd pochodzi. Z tego Lubonia.
Mimo to, odpowiedzieć na Wasze pytania nie jestem w stanie.
Odpowiedzi mógłbym szukać dalej, ale oznaczałoby to grzebanie w życiorysach ludzi, których zdążyłem (jako sklepowy) bardzo polubić. Jeżeli sami nic nie mówią, nie naciskam, bo mogłoby się okazać, że staram się grzebać w czyjejś tragedii.
UsuńTo co wiem wystarczy, by przekazać to, co miałem do przekazania.
P.S. A Luboń (szczególnie Stary i Lasek) to bardzo ciekawe rejony. Gdyby nie były także (jak w przypadku kolonii PZNF, czy budynków przy torach) zaniedbane, to możnaby powiedzieć, że bardzo ładne :)
Jędrzej, poczytaj "Miedzianka - historia znikania" Springera, polecam, podobnie się dzieje, podobnie Autor musiał się w temat wgłębić.
UsuńChyba w końcu powinienem, być może kupię sobie na zbliżające się urodziny?
UsuńMoże w końcu uda się przeczytać książkę inną niż podręcznik do fotografii barwnych - tych przez dwa, ostatnie lata pochłonąłem naprawdę sporo...
;)