niedziela, 9 sierpnia 2015

Znajdź różnicę


Ostatnie klatki ze zgrzewki UT20. Wywołane w procesie Orwocolor 9165.

Wbrew pozorom, mam poczucie humoru.

Tak jak podarowany mi ostatnio UK17. Jest zepsuty do tego stopnia, że po wywołaniu otrzymuje się kompletnie czysty pasek. Zadymienie zjada w tym calutki obraz (nawet na perforacji!). Kolejna nauczka.

Najwidoczniej, stawiająca opór materia "chce mi coś powiedzieć". Chyba zacznę wierzyć w istnienie jakichś bliżej nieokreślonych sił. Z reguły nie daję wiary niczemu, co nie jest naukowo udowodnione, ale coś ostatnio dużo wszelkich zbiegów okoliczności (tudzież ironii losu).

Raczej nie da się już nic z tym zrobić. W najlepszym wypadku,  na wspomnianym UK17 uzyskać można granatowo-szary obraz -  manipulowanie zawartością bromku/czasem wywoływania w przypadku starych materiałów barwnych prowadzi do zachwiania (i tak już rozkalibrowanej) równowagi między żółtym, a niebieskim.

 Zresztą.. nie ma sensu zmieniać procesu i eksperymentować dla dwóch rolek. Lepiej już zrobić coś w czerni i bieli. Szybciej, pewniej i nie trzeba babrać się w trującej chemii. Poza tym, brak mi już chęci i pomysłów na pewne treści.

Nie pamiętam też, kiedy po raz ostatni korzystałem z powiększalnika. Stykówki 9x12 z Graflexa przecież go nie wymagają. Czas go zbudować.

Stary aparat 9x12, uchwyt do reprodukcji ,parę niepotrzebnych klepek od antyram, okleiny meblowe, oprawka GU-10, listwa przypodołogowa, puszka po orzeszkach...i jest pomysł jak go zrobić. Dyfuzor musi wystarczyć, czyli fotoamatorszczyzna pełną gębą. Ciekaw jestem czy się sprawdzi.

4 komentarze:

  1. Jak tam stara kopiorama z okolic Nowego Sącza? Zdaje egzamin?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje! Wygląda teraz jak nówka i na dodatek pięknie pachnie pokostem ;)

      Usuń
    2. Ciekawe ile ta kopiorama już przejechała ;-) jeżeli należała do niemieckiego fotografa który uciekał z Łącka przed armią czerwoną to pewnie została zakupiona w Niemczech. Potem mój kolega przywiózł ją na Śląsk. Jak ją dostałem to z 3 lata leżała i nie bardzo miałem pomysł co z tym zrobić, a potem jak wspominałeś że jedziesz tylko z wielkim formatem do Szwecji to stwierdziłem że Tobie będzie użyteczna bo u mnie tylko leży i dalej niszczeje. Ciekawe przygody tak małego przedmiotu.

      Usuń
    3. Nie wiem kiedy i czy w ogóle z nią gdzieś pojadę. W chwili obecnej, zakotwiczyłem w fabryce okien jako zgrzewacz. Jednak i to może się znów kiedyś odmienić, bo życie zaskakuje. Tak jak historia tej kopioramki :)

      Podczas jej restauracji, widziałem na niej resztki jakiegoś napisu gdy zeskrobywałem brud papierem ściernym. Niestety były kompletnie nieczytelne, a kolejne ruchy płótna tylko do cna je starły. Szkoda. Może znalazłoby się nazwisko właściciela? ;)

      Usuń